Obudziłam się cała obolała wśrodku nocy w pokoju. Nie, to nie był mój pokój. Zamiast ściany, stał piękny parawan, łóżko było pościelone innym kocem i poduszkami, a zamiast szafy stał kufer. Chwytając się za mocno pulsującą głowę, usiadłam na łóżku i rozejrzałam się z przymróżonymi oczyma po pomieszczeniu. Jedynym źrodłem światła było wielkie okno, przez które wpadał blask księżyca w pełni. Mimo szumu w mojej głowie, usłyszałam szepty, za parawanem
-Ja nie chciałam żeby to się tak skończyło... Naprawdę Draco... Trochę wypiłam i zrobiłam się zazdrosna... przepraszam-szlochała jakaś dziewczyna.
-To był jej pierwszy dzień w Hogwarcie, ledwo co się znamy, a ty jesteś moją przyjaciółką i powinnaś zrozumieć, że chciałbym poznać nową dziewczynę, tym bardziej, że trafiła ona do Slytherinu, jestem Prefektem!-mówił męski głos.
-P-p-p..przyjaciółką....?-pociągała nosem dziewczyna z drżącym głosem. Zdawał się być jeszcze bardziej roztrzęsiony po słowach chłopaka.
-Tak. Zawsze nią byłaś i zawsze nią bedziesz.- powiedział ze stoickim spokojem-A teraz wyjdź, nie mam ochoty z tobą rozmawiać.-dokończył. Dziewczyna zaczęła płakać i uciekła z pokoju. Przez ciemność panującą w pomieszczeniu i przez pulsujący ból z tyłu głowy nie rozróżniłam głosów, ale zdawało mi się, że w progu gdy do dorminatorium wpadło trochę światła z korytarza, ujrzałam Pansy. Położyłam się spowrotem, nie byłam w stanie usiedzieć dłużej. Kładąc się uderzyłam się w obolałe miejsce, jękłam cicho. Usłyszała to osoba za parawanem, podeszła do mnie i położyła swoje lodowate dłonie na moim czole.
-Gdzie ja jestem? Co się stało?-spytałam cicho.
-Uderzyłaś się w głowę, straciłąś przytomność. Jesteś w moim łóżku.-szepnął głos.-Jak się czujesz Gwen?-spytał chłopak czule.
-Kim ty jesteś?-próbowałam rozpoznać sylwetkę-Draco..?
- Tak.-ujrzałam jego biały uśmiech-Jak się czujesz? Wszystko dobrze?
-Słabo mi... Moja głowa... strasznie boli-wymamrotałam. Pogładził mnie po policzku
-Spróbuj zasnąć, może będzie lepiej. -wstał z łóżka, na którym siedział. Delikatnie złapałam go za koszulę.
-A ty gdzie będziesz spać? To twoje łóżko.-spytałam.
-Na krześle.- wskazał drewniane krzesło w kącie pokoju. wzięłam głęboki oddech
-Połóż się obok mnie-zamkęłam oczy i przesunęłam tak by jak najmniej moje obolałe ciało ucierpiało. Draco nie protestował, ułożył się od razu obok mnie.
-Dobranoc-szepnął dotykając mojego ramienia.
-Auć...-skrzywiłam się.
-Przepraszam...-cofnął rękę. Poczułąm jak zamyka się w sobie, miałam wrażenie, że jak zaraz czegoś nie zrobię, to już mnie więcej nie dotknie.
-Wiem że się nie znamy, ale... Przytul mnie-wydusiłam z siebie resztkami sił. Przysunął się do mnie maksymalnie i położył dłoń na moim brzuchu. Czułam jego oddech na szyi, był płytki i chłodny. Zanim zdążyłam o czymkolwiek pomyśleć, zasnęłam.
Następnego ranka, nadal wszystko mnie bolało, ale już mniej. Malfoya nie było " I dobrze" pomyślałam. Wyszłam ostrożnie z łóżka, zza parawanu wyszedł półnagi czarnoskóry chłopak. Odwróciłam odruchowo głowę, mimo że jego brzuch był pięknie wyrzeźbiony.
-Hey, jak się czujesz?-spytał propiennie, nie oczekiwał jednak odpowiedzi-Lisa przyniosła ci rzeczy -wskazał na mundurek i torbę z książkami- żebyś się nie spóźniła na lekcje, powiedziała, że ktoś po ciebie przyjdzie zanim zaczną się Eliksyry-dodał. Kiwnęłam głową. Po chwili do mnie dotarło
-Mam się przebrać tutaj? Przy tobie?-zapytałam zaskoczona. Blaise zaśmiał się kpiąco
-Tak, a ja chętnie na to popatrzę- rechotał. Po jego słowach przesunęłam parawan i zrobiłam z niego przebieralnię. Szybko zmieniłam ubrania, gdy odłożyłam papierową czy tam materiałową ścianę na miejsce, zobaczyłam chłopaka robiącego smutną minkę zbitego zawiedzionego psa. Przewróciłam oczami i sięgnęłam po przygotowane dla mnie śniadanie. Zjadłam niechętnie kanapkę z żółtym serem i wypiłam zimną herbatę ziołową. Ku memu zdziwieniu po takim mało pożywnym śniadaniu poczułam się o wiele lepiej, może to przez tą herbatę?
Do pokoju wbiegła Lisa, czerwona z wysiłku
-Chodź! Zaraz zaczną się lekcje!-krzyknęła w progu. Chwyciłam za torbę i pobiegłam za nią. Dziękowałam Bogu za to, że moim nogom nic się nie stało. Spojrzałam na falującą szatę biegnącej przede mną Lisy, gdy usłyszałam jakiś glos nad głową
-Dokąd to się tak spieszycie?-obróciłam się by zobaczyć kto to, nikogo za mną nie było, wzruszyłam ramionami, uznałam, że się przesłyszałam. Potem usłyszałam ten sam głos jeszcze raz-Hej tu jestem Ślizgonie!-ujrzałam roszający się obraz! Obraz do mnie mówił, odskoczyłam z przerażeniem, Lisa złapała mnie za rękaw i pociągnęła
-Potem sobie porozmawiasz-nie puściła mojej szaty.
-Ten obraz! On mówi! I się rusza!-krzyknęłam.
-No brawo odkrywco.-odpowiedziała niemiło.-Co ty? Mugolakiem jesteś?- przystanęła by się mi przyjrzeć.
-E... Nie wiem.-powiedziałam, po czym pospiesznie ruszyłam przed siebie. Dziewczyna dogoniła mnie i otworzyła drzwi do klasy. Wszyscy już tam byli, ale na szczęście nie spóźniłyśmy się. Nauczyciel o tłustych, czarnych jak smoła włosach wszedł do sali od razu po naszym przyjściu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz