Rodzice popatrzyli po sobie ze strachem w oczach. Patrzyli tak na siebie przez dłuższą chwię, potem wzrok przenieśli na mnie.
-Gwen...-zaczęła niepewnie mama. Położyła swoją dłoń na mojej.-Powinniśmy byli ci to już dawno powiedzieć... Ale baliśmy się jak zareagujesz- dokończyła.
-Czyli to prawda?-powiedziałam z zaciśniętymi zębami. Poczułam jak ogarnia mnie fala zimna, a potem ciepła.
-Tak.-odpowiedział tata nie spuszczając ze mnie wzroku. Zapadła cisza. Plątałam się we własnych myślach. Po chwili udało mi się coś z siebie wydusić
-Kocham was-wyszeptałam z uśmiechem-To niczego nie zmienia. Tylko...-dodałam.
-Tylko co skarbie?-odetchnęła wysoka kobieta.
-Możecie mi wszystko opowiedzieć? Kim byli moi prawdziwi rodzice, skąd się tu wzięłam i jak poznaliście Weasleyów?-rodzice spojrzeli na mnie ze zrozumieniem i kochającymi uśmiechami.
-Adoptowaliśmy cię w sierocińcu rodziny Lambrage 14 lat temu. Dyrektorka mówiła, że twoi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, ale nikomu nie udało się zidentyfikować ciał... Więc nie mogli oddać cię rodzinie.- powiedziała to z taką powagą i współczuciem jak nigdy. Wytrzeszczyłam oczy z niedowierzenia. Chciałam wstać i odejść, ale jej odpowiedź wmurowała mnie w fotel, nie mogłąm się poruszyć.
-Gwen.. Tak mi przykro-wyszeptał tata. Spojrzałam na jego ciepły uśmiech i zaczęłam się uspakajać oraz rozluźniać. Gdy go odwzajemniłam przytulili mnie. Zazwyczaj nie lubiłam czułości, ale tym razem dawało mi to poczucie bezpieczeństwa i miłości. Zamknęłam oczy, z których spłynęła jedna łza. Nie była to łza smutku, raczej szczęścia. Poczułam dalikatny zapach perfum mamy, pahcniałała wiosenną łąką, potem poczułam intensywny zapach wody kolońskiej taty. Uśmiechnęłam się w duchu i uścisnęłam mocniej rodziców.
-Muszę wam coś powiedzieć-powiedziałam z powagą, puszczając ich. Usiedliśmy wygodnie, a po chwili do salonu weszli Weasleyowie. Rzucili mi porozumiewaczy uśmiech. Wyciągnęłam z kieszeni list. Rodzice krzywili się nic nierozumiejąc, spoglądali na wszystkich pokolei pytająco.
-Wasza córka jest czarownicą. Po wakacjach nie pójdzie do zwykłej szkoły. Została przyjęta do Hogwartu, szkoły magii i czarodziejstwa.-odparł pan Weasley. Mama i tata nic nie rozumiejąc otworzyli usta próbując coś powiedzieć, jednakże z ich ust nie wydobył się żaden dźwięk. Goście poprosili byśmy wyszli z salonu *chodziło o dzieci*.Rozmawiali przez dłuższy moment, a potem zaprosili nas do środka. Rodzice wyglądali już na doinformowanych, ale nadal trochę zestresowanych tą sytuacją.
-Jakby Gwen chciała... To mogę tu zostać dłużej i ją poduczyć.-powiedział nieśmiało rudzielec. Spojrzałam na niego z wyrzutem, przecież mogę sama się pouczyć! Jednak przypopmniałam sobie, że skoro nic nie umiem przydałaby się pomoc. Nawet takiego debila jakim jest Ron. Tata poprawił okulary na nosie
-Dobrze. Niech tak będzie-chrząknął. Pani Molly złapała mnie za ramię.
-Musimy kupić ci różdżkę, miotłę i książki. Zwierzaka nie potrzebujesz, widzę, że masz kota.-powiedziała ruda kobieta z delikatną nadwagą. Zastanawiałam się przez chwilę po co mi te wszystkie rzeczy, jednak przytaknęłam kobiecie.
Po powrocie do swojego pokoju, wzięłam telefon i puściłam swoją ulubioną playlistę. Musiałam się odstresować, w ciągu ostatnich dni stanowczo za dużo się wydarzyło. Włożyłam słuchawki do uszu i delikatnie ułorzyłąm się na łóżku. Zamknęłam oczy, nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Obudziłam się późnym wieczorem, cała mokra od koszmarów. Ospała zeszłam do kuchni, potykając się na schodach. Nalałam sobie soku kaktusowego, wyjrzałam za okno. Przedemną rozciągał się piękny krajobraz łąki z kolorowymi kwiatami. Nad jeziorem, które się tam znajdowało właśnie wzbijało się stado kaczek. Uśmiechnęłam się sama do siebie i przeczesałam dłonią długie do pasa włosy. Zaczęłam się przysłuchiwać dźwiękom w domu. Nic nie usłyszałam. Zaniepokojona zaczełam szukać domowników, nikogo nie znalazłam. Zgadywałam, że poszli do ogrodu. Nie pomyliłam się, mama z tatą siedzieli na werandzie pijąc czerwone wino. Zauważyli mnie gdy otwarłam szklane drzwi, przywitali mnie uśmiechem.
-Witaj słonko, jak się spało?-spytała promiennie mama.
-Dobrze- odpowiedziałam spokojnie- Gdzie reszta?
-Pojechali do jakiegoś banku wymienić pieniądze byś mogła kupić rzeczy do nowej szkoły-mruknął tata nie odrywając wzroku od krwistego napoju. Kiwnęłam głową w odpowiedzi i usiadłam obok nich. Przede mną rozciągał się uroczy letni krajobraz. Trawa jasnozielona delikatnie kołysała się pod wpływem wiatru. Pomiędzy kwiatami latały małe stworzonka zbierając nektar, w choinkach pod ogrodzeniem błyskała się gdzieniegdzie jeszcze kałuża po deszczu (Anglia to deszczowy kraj). Zamyśliłam się, myślałam nad tym czy chce to wszystko zostawiać, dla jakiejś szkoły, o której nie wiedziałam, że istnieje jeszcze przed tygodniem. Pomyślałam o moich wszystkich znajomych, szkole,wspomnieniach związanych z tym miejscem, zrobiło mi się smutno. Do wyjazdu zostało mi trochę ponad miesiąc, musiałam to wykorzystać dobrze, niestety nie zapowiadało się, bym spotykała się z wszystkimi bliskimi, szykowało się dużo nauki...
Taa daa! Siedziałąm nad nim sporo czasu, więc proszę, doceńcie moją pracę. Możecie udostępnić albo wypromować na jakimś fan page? Byłabym wdzięczna ;) Narazie jest was mało, ale liczba wyświetleń rośnie! Nie zapomnijcie skomentować i polecić mnie innym, dzięki za wszystko. Do następnego rodziału!
#gwen
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz