czwartek, 24 marca 2016

Rozdział 10

   Marshall opowiadał mi o nauczycielach Hogwartu, o Snape z eliksirów, McGonagall z transmutacji itd. Czas szybko mijał w towarzystwie nowo poznanego bruneta, polubiłam go bardzo i cieszyłam się, że do niego zagadałam, albo to on do mnie? Mniejsza. Rozmawiało mi się z nim bardzo miło, nie zauważyliśmy kiedy zrobiło się ciemno za oknem. Szybko zerwaliśmy się od stołu, zapłaciliśmy i powędrowaliśmy do szkoły. Odprowadził mnie pod obraz, zbliżył się do mnie by zakończyć spotkanie przytuleniem, jednak odsunęłam się. Nie chciałam czułości od niego, mimo, że go bardzo polubiłam, znałam go kilka godzin.
-To miłe, ale poznajmy się jescze torchę lepiej, okey?-powiedziałam spoglądając na niego niepewnie.
-Jasne-uśmiechnął się uroczo.-Żółwik?-dodał wyciągając pięść w moją stronę.
-Żółwik.-stuknęłam moją pięścią o jego. Marshall odszedł, weszłąm za obraz i pobiegłam na palcach do swojego pokoju. Wchodząc do dorminatorium usłyszałąm ściszoną kłótnię Draco z Pansy. Zignorowałam ją, nie chciałam mieć problemów w już w drugi dzień szkoły. Zdjęłam ubrania, zostałam w samej bieliźnie, nagle usłyszałam za sobą trzask naciskanej klamki do moich drzwi. Szybko odwróciłam się w stronę dźwięku, ujrzałam Draco wpatrującego się w moją czarną koronkową bieliznę. Zasłoniłąm się szybko leżącą koło mojej nogi bluzą
-Co tu robisz! Wynoś się! Puka się kurwa!-krzyknęłam bardzo wkurzona na chłopaka, rzuciłam w niego bluzą, która mnie zakrywała. Zrobił unik i odwrócił się
-Fajnie wyglądasz-zaszydził-Specjalnie dla mnie się tak ubrałaś?-zaśmiał się chamsko. Ubrałam się w cokolwiek przeklinając pod nosem potwornie.
-Czego chcesz malfoy?-warknęłam w końcu. Odwrócił się do mnie z uśmiechem.
-Sprawdzić jak się czujesz po imprezie-oparł się o drzwi i skrzyżował ręce.
-Super. Możesz już stąd iść?-rzuciłąm mu nieprzyjemne spojrzenie.
-Hm....zastanówmy się....-sztusznie się zamyślił.-Nie-zaśmiał się złośliwie i zaczął do mnie zbliżać. Wstałam z łóżka, nie znałam jego zamiarów.
-Spokojnie-zatrzymał się w połowie drogi-Chcę tylko zobaczyć miejsce, w które się uderzyłaś. -odwróciłam się do niego tyłam i podniosłam włosy. Po jakimś czasie oglądania odezwał się w końcu
-Nie wygląda najgorzej.-powiedział.
-Aha, super-odwróciłam się do niego przodem.- To teraz możesz stąd wyjść-zacisnęłam szczęki-Proszę.-dodałam przez zęby. Malfoy zaśmiał się kpiąco
-Skoro tak ładnie prosisz-machnął do mnie ręką i wyszedł. Odetchnęłam z ulgą, gdy zrzuciłam z siebie resztę ubrań i ułożyłam wygodnie na łóżku w niebieskiej koszuli nocnej. Poduszka była niesamowicie miękka, tak samo kołdra i materac. Leżąc na nich miało się wrażenie, że ma się pod sobą puchatą chmurkę. Nie zdziwiłoby mnie, gdybym od razu zasnęła, ale tak się nie stało. Za dużo myśli pojawiło się w mojej głowie. Zmarli rodzice, adopcja, odkrycie, że jestem czarownicą, słowa Ollivandera, słowa starej czapki, Slytherin, Malfoy, Pansy,Vanessa, Marshall... Przewracałam się z boku na bok starając usnąć. Gdy tylko mi się udało zasnąć, zaczęłam śnić.
    Śnił mi się wąż. Długi na parę metrów, pełzał po śliskiej powieszchni w moją stronę z złowroim sykiem. Słyszałam swój przyspieszony oddech, zaczęłam się cofać ze strachu, wąż cały czas się zbliżał, widziałam jego żółte oczy, białe i ostre jak brzytwa zęby, różowy język poruszający się szybko... Poczułam za plecami ścianę, równie mokrą jak podłoga. Wąż zatrzymał się kilka centymetrów przed moją twarzą, zamkęłam oczy, poczułąm ukłucie w szyję i ciepły jad rozchodzący się po moim ciele, które drętwiało z każdą sekundą coraz bardziej. I jescze ten pulsujący ból...
    Wrzasnęłam i obudziłam się tym sama. Usiadłam na łóżku cała spocona i co gorsza, nadal czułam ten pulsujący ból. Zwinęłam się w kłębek cicho jęcząc, czekałam aż ból minie, albo przynajmniej trochę odpuści. Po dłuższym czasie, byłam w stanie się ruszać i cokolwiek zrobić. Wyjrzałam za okno, było już jasno. Wiedziałam, że już nie dam rady zansąć, więc nawet nie kładłam się do łóżka. W piżamie zeszłam do pokoju wspólnego Ślizgonów. Na stoliku leżała gazeta, wzięłam ją do rąk i zaczęłam czytać, nie zdziwiły mnie ruszające się zdjęcia. Zaciekawił mnie jeden artykuł, jednak nie rozumiałam wielu słów, w tym Mroczny znak, Czarny Pan, śmierciożercy. Zrozumiałam, że nie jest to nic dobrego. Usłyszałam kroki na schodach, ujrzałam Draco w bokserkach. Zdziwił się na mój widok, a ja przewróciłam oczyma i wróciłam do lektury.
-Czemu nie śpisz? Nie spodziewałem się ciebie tutaaj-powiedziałl bez przywitania.
-A ja ciebie-nie oderwałam wzroku od kolejnego artykułu. Nie odpowiedział, usiadł na przeciwko mnie, wypowiedział zaklęcie spalania i wycelował w gazetę, która w oka mgnieniu zamieniła się w popiół.
-Dobra, mów czego byś chciał-westchnęłam.
-Jesteś szlamą?-zapytał przewiercając mnie wzrokiem na wylot.
-Co to znaczy?-przekrzywiłam głowę. Draco zdziwił się, że nie wiem co oznacza to słowo.
-Wiesz kim byli twoi rodzice?-spytał dociekliwie.
-Prawdziwi? Nie.-wzruszyłam ramionami. Po moich słowach wyciągnął różdżkę i przyłożył mi do nadgarstka. Wymamrotał coś pod nosem, a moja dłoń zaczęła robić się zimna jak lód, w dodatku jej kolor zmienił się z bladego na delikatnie srebrny. Cofnęłam gwałtownie dłoń z przerażeniem malującym się na mojej twarzy
-Co robisz!?-krzyknęłam. Uciszył mnie przykładając mi dłoń do ust
-Nie krzycz, obudzisz wszystkich-powiedział.
-Co robisz?!-szepnęłam krzycząc.
-Sprawdzałem jakiej jesteś krwi.-uśmiechnął się przebiiegle.
-No i?
-Czystej.-wstał z fotela i okrył się kocem.
-To dobrze?-spytałam niepewnie.
-Nawet bardzo-odpowiedział i zniknął na schodach prowadzących do jego dorminatorium. Zostałam sama, znowu.
    Spojrzałam na zegar, dochodziła 7:00. Poszłam do siebie ogarnąć się i przyotować na lekcje. Gotowa zapukałam do pokoiku Vanessy, nie znałam szkoły, chciałam żebyśmy poszły razem do sali z zaklęć. Przywitała mnie w progu z promiennym uśmiechem, zebrała rzeczy i wyszłyśmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz