sobota, 19 marca 2016

Rozdział 7

   Dorminatorium Ślizgonek znajdował się w lochach i wyglądało zupełnie inaczej niż Gryffonów. Pokój był sześciokątny, w każdym zagięciu stało łóżko i szafa. Znaczy tak powinno być, ale dziewczyny odgrodziły swoje rzeczy i łóżka ścianami, argumentowały to prywatnością, ale dowiedziałam się dopiero później o jaką prywatność chodziło... W miejsu gdzie nie było ściany, na środku "korytarza" stał mały kominek, na którym wisiały ubrania moich współ lokatorek, głównie bielizna. Oprócz tego, była mała umywalka i lusterko, jednak nikt z niego nie kożystał, każdy miał w swoim małym pokoiku.
   Mój pokoik znajdował się najbardziej po lewej stronie od drzwi. Sciany były w kolorach Slytherinu, na środku stało dwuosobowe łóżko z zielonym baldahimem zaścielone starannie szarą kołdrą i czarną poduszką ze srebrnymi frędzlami. Po prawej stronie łóżka stała wielka drewniana szafa, a na niej wisiało lustro sięgające do podłogi. Przejrzałam się w nim, zobaczyłam w nim bladą dziewczynę z perfekcyjnym makijażem i w szacie Hogwartu. W pokoju rozległo się pukanie, drzwi uchyliły się szybko po dźwięku
-Hey, jak tam rozpakowywanie?-spytała Vanessa wsadzając głowę przez szczelinę. Spojrzałam na nietknięte walizki leżące koło moich stóp.
-Dobrze. Dziękuję-odpowiedziałam, od razu kucnęłam by jedną z nich otworzyć. Blondynka uśmiechnęła się i zamknęła drzwi. Rozpakowałam pierwszą walizkę, potem drugą i w końcu trzecią. Zmęczona usiadłam na łóżku. Zaczęłam rozmyślać nad dniem, który przeżyłam. Usłyszałam znowu pukanie.
-Draco urządza dzisiaj imprezę z okazji rozpoczęcia roku, wiesz, przez pierwszy tydzień są jeszcze luzy to można się zabawić-mrugnęła do mnie Vanessa-Masz ochotę iść? Poznasz nas lepiej.-dodała.
-Jestem zmęczona Van...-zaczęłam, ale nie poddała się.
-Słuchaj. On cię zaprosił na nią. Chce żebyś się na niej zjawiła-powiedziała poważnie. Wywróciłam oczami.
-Dobra.-zgodziłam się w końcu-A on zaprasza wszystkich czy...
-Nie, ale jak ktoś chce przyjść to może. Tylko że on musi zaakceptować obecność tej osoby. Zdażało się, żekogoś wywalił.-wzruszyła obojętnie ramionami. Podeszła do mojej szafy, wygrzebała z niej granatową sukienkę sięgającą do połowy ud. Pomachała mi nią przed twarzą z szerokim uśmiechem, westchnęłam. Przebrałam się przy niej, w końcu mamy to samo pod ubraniami. Rozczesałam włosy, poprawiłam make up, blondi przyglądała się temu wszystkiegmu z zachwytem.
    Wyszłam z mojego pokoiku, zobaczyłam gotową Pansy i brązowowłosą Lisę, obie ubrane były w krótkie sukienki.
-Jessica i Raven nie idą?-spytałam widząc tylko trzy dziewczyny odpicowane na imprezę.
-Nie. Jess pokółuciła się z Zabinim, a Raven po ostaniej akcji z alkoholem ma dość-powiedziała Pansy ze znudzeniem.-No cóż, idziemy.-złapała za rękę swoją towarzyszkę, to samo chciała zrobić Van, ale skrzywiłam się, więc odpuściła. Szybko znalazłyśmy się w pokoju wspólnym, przy otwieraniu drzwi poleciała na mnie chmura dymu z papierosów i shishy, zakrztusiłam się, przymrużyłam oczy, prawie nic nie widziałam. Nie zmienia to faktu, że widział mnie Malfoy, podszedł do mnie od razu.
-A jednak przyszłaś-szepnął, a raczej krzyknął mi do ucha, muzyka była tak glośna, że jego krzyk był jak szept.
-Spostrzegawczy jesteś Malfoy-uśmiechnęłam się złośliwie. Moje koleżanki już dawno zniknęły się bawić, Draco chwycił mnie za rękę.
-Idziemy-warknął.
-Gdzie mnie ciągniesz!?-krzyknęłam zaniepokojona. Ominęlismy kilka stolików, aż w końcu usiedliśmy w najdalszym kącie pokoju. Chłopak podsunął mi whiskey z colą, bez namysłu opróżniłam szkankę, muszę przyznać, że nie po raz pierwszy byłam na takiej imprezie, dlatego alkohol nie był mi obcy. Malfoy zaśmiał się zadowolony
-Szybka jesteś-spojrzałam na niego z wrednym uśmieszkiem i podsunęłam mu kieliszek wódki.
-Sama nie będe pić-wzrószyłam ramionami nadal się uśmiechając. Blondyn szybko wypił zawartość kieliszka, po czym uderzył nim głośno o stół. Wypiliśmy jeszcze trochę i zaczęliśmy luźną rozmowę
-Z jakiej szkoły do nas przyszłaś?-zapytał opiwrając się o krzesło.
-Z mugolskiej.-odpowiedziałam. Zrobił zdziwioną minę.
-Jak to?
-Moi rodzice zginęli jak byłam mała, potem adoptowali mnie mugole. Dumbeldore o mnie nie wiedział-odpaliłam, zrobiło mi się lżej na sercu mówiąc mu to. On jednak wyglądał na zmartwionego.
-Kiedy to było?-zapytał.
-około 14 lat temu-Po tych słowach zmartwił się jeszcze bardziej, podparł się ręką.-Hej co jest...?-spytałam zdziwiona i zmartwiona jego reakcją.
-Nic, jest okey. To przez alkohol-wywrócił oczami i zrołił kolejny łyk drinka. Nagle podbiegła do nas Pansy z wściekłym wyrazem twarzy.
-Możemy pogadać, Gwen?!-ryknęła na mnie tak złowrogo, że aż podskoczyłam. Kiwnęłam przestraszona glową i poszłam za nią na ubocze.
-Czego on od ciebie chciał?! Hm?-wrzeszczała.
-Nic, rozmawialiśmy tylko, on mnie tam zaprowadził.-tłumaczyłam się mopsowatej dziewczynie. Jej twarz zrobiła się czerwona ze złości.
-Odwal się od Dacona! Jeżeli chcesz przeżyć to nawet go nie dotykaj! Rozumiesz?!-darła się dalej.
-Dlaczego niby? Nie możesz mi mówić z kim mam się zadawać!-zaczęłami powoli działac na nerwy.
-Bo jest mój!-pchnęła mnie z furią na stół. Usłyszałam krzyki, upadłam na podłogę. Ostatnie co pamiętam to kłócący się głos Draco i Pansy.

-Coś ty zrobiła!? Przecież jej mogło się coś stać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz