-Co ten arogancki śmieć od ciebie chciał?!- warkął na mnie Ron. Wyglądał na naprawdę wściekłego.
-Czemu arogancki śmieć?-spytałam-Z resztą, to nie twoja sprawa czego chciał.-mruknęłam nieprzyjemnie, trącącgo ramieniem w progu sklepu. Mamrotał coś jeszcze pod nosem, ale nie słyszałam co dokładnie powiedział, więc na wszelki wypadek spiorunowałam go wzrokiem.
W budynku było pełno małych podłużnych pudełek. Zgadywałam, że w środku znajdują się tam różdżki. Wszędzie pełno było kurzu, gdy przyglądałam się ozdobie na biórku usłyszałam głos sprzedawcy.
-Witajcie Weasleyowie! Czyżby kolejne dziecko?-przyjrzał się mi-Jakieś takie nie podobne-dodał przyglądając się, by znaleść jakiekilwiek podobieństwo.
-Nie, nie, nie.- pokręcił głową pan Arthur.-To córka znajomych.
-Princów?-spytał robiąc okrągłe oczy mężczyzna.-Myślałem, że oni nie żyją!- wszyscy zdziwnione miny i spojrzeli na mnie. Sama w sumnie też się zdziwiłam "O co temu dziadowi chodzi?" pomyślałam. Jednak postanowiłam zagrać biedną sierotkę
-Ja nie wiem proszę pana... Zostałam adoptowana. Moi rodzice zginęli w wypadku.-powiedziałam ze spuszczoną głową. Spojrzał na mnie ze chwilowym politowaniem, potem zmienił wyraz twarzy w olśnienie.
-Princowie zostali zamordowani w świecie mugoli-mruknął pod nosem. Zanim zdążyłam jakkolwiek na to odpowiedzieć zaczął już nowy temat-Zgaduję, że wy po różdżkę-rozpromienił się. Kiwnęłam głową, podszedł do mnie patrząc mi głęboko w oczy.
-Hmmm...-złapał się za brodę.-Spróbujemy tego-powiedział i zniknął za regałem. Wrócił z pudełkiem, wydobył z niego ostrożnie patyk i wręczył mi go ostrożnie. Obejrzałam dokładnie przedmiot, który dostałam-Machnij tym debilko-szepnął niemiło Ron. Odwróciłam się w furii w jego stronę i machnęłam różdżką. Z końca poleciał jasny smug światła i zaczął odbijać się od wszystkiego. Stanęłam z zadowoleniem, gdy uderzyła rudzielca w udo.
-Och...-jęknął sprzedawca.-Odłóż to dziecko..-skrzywiłam twarz w grymas niezadowolenia i posłusznie odłożyłam przedmiot.
-Spróbuj tą.-mówiąc to wręczył mi kolejną. Nie musiałam nią za bardzo ruszyć nawet. Z nikąd pojawił się wiatr, który był ciepły i delikatny. Ollivander uśmiechnął się do mnie.
-To ta moja droga-powiedział ściszynym głosem.-Różdżka wojenna, z drzewa osikowego, rdzeń pióro feniksa, 11,5 cali. W miarę giętka. Bardzo dobra różdżka, potężna. Musisz być bardzo utalentowana, skoro cię wybrała-kontynuował. Przyjrzałam się wygiętemu kawałkowi drewna uśmiechając się w duchu.
Następnym sklepem, który chciałam odwiedzić była księgarnia. Na szczęście Esy i Floresy znajdowały się tylko kilka sklepów dalej. Wnętrze księgarnia pachniało nowymi książkami, zamknęłam oczy i zaciągnęłam się tym zapachem. Gdy otworzyłam oczy, zaczęłam rozglądać się za podręcznikami. W końcy gdy znalazłam odpowiedzni dział, wyciągnęłam listę z kieszeni. Przejechałam palcem po okłądkach szukając tytułów. Kiedy znalazłam już wszystkie, podeszłam do kasy, zapłaciłam i wyszłam. Państwo Weasleyowie pomachali do mnie z ławki, szybkim krokiem podeszlam do nich pokazując torbę z książkami.
-No, to jeszcze zostały ci ubrania.-powiedziała wesoło kobieta przyglądając się mojej czarnej luźnej tunice, czarnym podkolanówkom z różowymi serduszkami na przodzie i Nikeom Force, oczywiście w kolorze nie innym niż czerń. Skrzywiłlam się, nie rozumiejąc co jej się nie podoba w moim stroju, ale posłusznie powędrowałam za nią do sklepu z odzieżą. Nie muszę chyba zdradzać, że kupiłam wszystko w kolorze czarnym, oprócz mundurku szkolnego, który zawierał obowiązkową białą koszulę. Przymierzałam właśnie kolejną spódniczkę, gdy kątem oka zauważyłam, że Ron patrzy się na mnie z zachwytem. Podeszłam ppowoli do niego
-Słuchaj stary... Przepraszm cię za wcześniej, jet ok?-zapytałam z nadzieją w głosie.
-Jasne, ok.-powiedział uśmiechając się krzywo. Przeprosiłam go, bo nie chciałam by uczył mnie jakiś nadąsany rudzielec. Cały ten czas czułam, że ktoś na mnie patrzy. I to nie ktoś z tych rdzawych, tylko ktoś jeszcze. Nie szukałam długo wzrokiem, jego nie da się przeoczyć. Blady chłopak stał oparty o ścianę, przyglądając się mi znowu. Gdy nasze spojrzenia się spotkały, podszedł do mnie tak blisko, że czułam na czole jego oddech.
-Powiesz mi w końcu-zaczął-Jak się nazywasz?!-krzyknął szeptem, z taką złością, że aż podskoczyłam.
-Gwen-odpowiedziałam, odwracając głowę ze strachu. Trącił mnie ramieniem i zniknął.
Kilka dni później rudzielce wrócili do siebie, oprócz Rona, który obiecał, że mnie pouczy. Książki z jego wcześniejszych lat przybyły do nas sową pocztą. Zaczęliśmy od zaklęć.
-Źle trzymasz różdżkę-załamał ręce, gdy po raz kolejny bezskutecznie próbowałam rzucić zaklęcie "wingardium leviosa". Poprawiłam szybko i wymówiłam słowa. Udało się! Nareszcie!
-Brawo, jestem z ciebie dumny-powiedział z uśmiechem-Myślę jednak, że przydałaby się pomoc.
-Słucham?-spytałam-Jaka pomoc?
-Moich przyjaciół-odpowiedział prędko. Kiwnęłam głową na znak, że się zgadzam.
Następneo dnia w drzwiach ukazała się ładna dziewczyna o kręconych włosach. Wyglądała na bardzo inteligętną.
-Jestem Hermiona-przedstawiła mi się zmiłym uśmiechem.
-Gwen-odparłam z obojętnością, ale z uśmiechem. Trzeba przynajmniej udawać, że jest się miłym. Dziewczyna okazała się o wiele lepszym nauczycielem niż Ron. Bardzo szybko nauczyłam się zaklęć, czy łatwych eliksirów. Na zmianę opowiadali mi o magicznych stworzeniach czy historii Hogwartu. To niesamowite ile można się nauczyć w ciągu półtorej miesiąca. Byłam wdzięczna Hermionie za pomoc, bo to głównie dzięki niej udało mi się czegokkolwiek nauczyć. Ucieszyłam się, gdy usłyszałam, że mieszka wystarczająco blisko mnie, by przychodzić do mojeo domu codziennie. Polubiłabym ją bardziej, gdyby nie to, że jest taka przemądrzała. Rudzielec opowiadał mi o uczniach i nauczycielach. Dowiedziałam się, że blondyn, który mnie zaczepił na Pokątnej to Draco Malfoy, i że jest czystej krwi. Hermiona jest mugolakiem, a Harry, o którym mi tyle mówili, półkrwi. Było mi źle z faktem, że nie wiem jakiej ja jestem.
Pewnego słoneczneo dnia, przypomniałam sobie o słowach Ollivandera, który wspominał coś, że jestem dzieckiem Princeów czy jakoś tak. Poprosiłam więc Hermionę, by wymieniła mi rody czarodziei, które zna, o to samo poprosilam Rona. Zgodnie z moimi oczekiwaniami, wymienili nazwisko Prince, a gdy poprosiłam by opowiedzieli mi związaną z nimi jakąś historię, zlękli się.
-Zamordowano ich 14 lat temu. Znaczy... miało to wyglądać na wypadek, ale wszyscy wiedzą, że to sprawa Czarnego Pana.-zaczęła dziewczyna o brązowych włosach-Podobno zginęli wszyscy, ale ciała córki nie znaleziono, ministerstwo stwierdziło, że i tak umrze, dlateo nie kontyuowali śledztwa. Na szczęście mięli jescze jedno dziecko-dodała z uśmiechem. -Chodzi z nami do szkoły.-skończyłą historię. Przygryzłam prawy policzek. "Może to właśniemoi rodzice, może to ja jestem tą córką, której nie znaleziono..." pomyślałam. Nie odezwałam sie jednak ani słowem, to brzmiało głupio już nawet w mojej głowie.
Zaczynają się u mnie rekolekcje. Super, dodatkowy czas na pisanie. W nastepnym rozdziale Gwen pojawi się w Hogwarcie, obiecuję, nie chcę już tych wakacji ciągnąc w nieskończoność, nosz ileż można!
#gwen