poniedziałek, 2 maja 2016

Rozdział 12

   Od tamtego zdarzenia w wieży, Draco unikał mnie w każdy możliwy sposób. Pansy to definitywnie odpowiadało i nie ustępowała od niego o krok. Za każdym razem gdy próbowałam do niego podejść pojawiała się ona i odciągała mnie od chłopaka mówiąc "O ranny! Gwen! Zapomniałam zrobić zadania z mugoloznactwa! Ty jesteś w tym dobra, chodź mi pomóż!"lub "Wydeje mi się, że Vanessa cię szukała". Ostatnio przestałam już nawet próbować nawiązać kontakt. Widziałam czasami jak na mnie zerkał ukradkiem, ignorowałam to, gdyby czegoś chciał, to by podszedł.
 
    Przechadzając się pewnego mroźnego popołudnia szkolnym korytarzem, zauważyłam Avery machającą zawzięcie różdżką.
-Hej, co robisz?-zaszłam Puchonkę od tyłu.
-Rozwieszam plakaty-mruknęła pod nosem-Bal ma być, wiesz?-uśmiechnęła się radośnie i odwróciła w moją stronę. Pokiwałam głową.
-Tak, tak... McGonagall coś wspominała.- spokojnym krokiempodeszłam do świeżo naklejonego plakatu.-W sumie to dużo czasu jeszcze zostało.
-No nie wiem... Dwa tygodnie.-skrzywiła się Avery.-Zresztą, i tak mnie pewnie nikt nie zaprosi.-westchnęła. Na te słowa wywróciłam oczami.
-Spoko, mnie też.-w tym momencie zza rogu wybiegł Marshall.
-Gwen!-krzyknął.
-Hm?-on tylko pociągnął mnie za sweter i zaciągnął w ciche miejsce.
-Bo za niedugo będzie bal... I myślałem czy...Może ty...-zzacinał się śmiesznie, na jego twarzy pojawiły się rumieńce.
-Czy poszłabym z tobą?-dokończyłam za niego z szydzącym uśmieszkiem. Kiwnął głową.
-Tak.-powiedział to, jakby mu zdjęto wielki ciężar, uśmiechnął się uroczo.
-Jako przyjaciele?- zapytałam unosząc brwi.
-No...-uciekł wzrokiem zmieszany-Tak, jako przyjaciele.
-Zastanowię się, mogę dać odpowiedź za kilka dni?-odpowiedziałam uśmiechając się chamsko, dobrze wiedziałam, że nie jestem dla niego już tylko przyjaciółką, odpowiedziałabym mu od razu, ale wolałam pobawić się troszeczkę. Pokiwał głową w odpowiedzi i odszedł. "Jeżeli nikt inny mnie nie zaprosi, to z nim pójdę, to mój przyjaciel. Kocham go, i chcę dla niegp dziewczyny, która go nie zrani.."myślałam. Marshall też przestał być dla mnie zwykłym przyjacielem, miałam wrażenie, że się zakochałam. Bałam się mu to pokazać, bardzo się bałam. Rzadko kiedy byłam w stanie kogoś nie zranić, dlatego też wolałam chronić wszystkich, których kocham z daleka.
    Z takimi myślami weszłam do pokoju wspólnego Slytherinu, było tam sporo osób, jedni czytali gazety lub listy, inni ze sobą rozmawiali, a jeszcze inny grali np. w szachy. W kącie pokoju ujrzałam Pansy siedzącą z Vanessą. Podeszłam do nich.
-Zabini zaprosił mnie na bal!-pisnęła radośnie Vanessa i rzuciła mi się na szyję.
-O Merlinie! Jejku, tak się cieszę!-uściskałam ją.-A ciebie zaprosił Draco?-zadałam pytanie kierując się do mopsowatej dziewczyny.
-Słucham?-spojrzała na mnie trochę oburzona i zdziwiona.
-Dużo ostatnio ze sobą czasu spędzacie.-wzruszyłam obojętnie ramionami.
-Gwen...-szturchnęła mnie Van.
-Odpowiedz.-powiedziałam szorstko.
-Nie zaprosił mnie.-warknęła niemiło i odwróciła głowę.
-Dlaczego?-uśmiechnęłam się zwyciezko.
-Bo jestem dla niego tylko przyjaciółką.-zacinęła zęby, a po jej policzku spłynęła łza.
-No patrz! Mnie zaprosił Marshall, mimo, że jestem dla niego tylko przyjaciółką, a on dla mnie przyjacielem!-pogłaskałam ją po ramieniu.
-Ty nic nie rozumiesz!-krzyknęła i pobiegła do dorminatorium. Spojrzałam na Vanessę.
-Idiotka z ciebie. On woli ciebie-powiedziała blondynka i pobiegła za Pansy. Ze zdziwienia nie mogłam się ruszyć."Draco woli mnie od Pansy?! To czemu ze mną nie rozmawia?!"szybkim krokiem ruszyłam w stornę jego pokoju.
   Zapukałam, jak zawsze otwarł mi czarnoskóry chłopak bez koszulki.
-Czego?-spojrzał na mnie zaspany.
-Jest Malfoy?-spytałam z uśmiechem. Zabbini spojrzał się za siebie pytająco
-Nie, nie ma go.-odpowiedział w końcu.
-Kłamiesz-powiedziałam pewna siebie. Blaise pokręcił zrezygnowany głową i wpuścił mnie.
-Mówiłem, że mnie nie ma!-krzyknął na mój widok zbulwersowany Draco.
-Wiedziałam, że tu jesteś.-odpowiedziałam spokojnym i opanowanym tonem. Blondyn odsunął się w najdalszy kąt dorminatorium. Podeszłam do niego powoli.
-Draco...-szepnęłam dotykając jego ramienia.-Dlaczego to robisz?-spytałam załamana. Chłopak machnął na przyjaciela, że ma wyjść.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Rozdział 11

   Minęło kilka dobrych miesięcy w tej magicznej szkole pełnej tajemnic. Nauka nie sprawiała mi większych trudności niż ruchome schody. Owszem, moje zaległości czasami były widoczne, ale szybko się uczę, więc wszystko nadrobiłam. Dużo czau spędzałam z Vanessą, Marshallem, Draco czy też z Ronem.
   Pewnego dnia spacerując po Błoniach z Krukonem spotkałam przechadzającego się z Pansy Dracona. Skrzywił się jak zawsze na widok Marshalla, dziewczyna widząc jego reakcję przybrała taki sam wyraz twarzy i powiedziała
-Jak możesz zadawać się z takimi jak on?
-O co ci chodzi?-warknęłam, lubiałam Pansy, ale denerwowała mnie swoją nietolerancją wobec czystości krwi.
-O to, że zadajesz się ze zdrajcami! Chodź Draco-pociągnęła go za ramię. Chłopak wyszarpał się szybko z uchwytu
-Do zobaczenia, mam nadzieję, że nie zapomniałaś-mrugnął do mnie i poszedł pewnym krokiem przed siebie, a za nim truchtem pobiegła jak mały mops Pansy z maślanymi oczkami.
   Wywróciłam oczyma i słabo uśmiechnęłam się do Lee
-Wracamy już? Zimno się robi...-powiedziałąm cicho.
-Jasne.-promiennie odpowiedział Marshall i wziął mnie za rękę. Spojrzałam na niego zaniepokojona
-Marsh...?
-Ach, jejku przepraszam-puścił mnie zawstydzony. Na jego policzkach pojawił się rumieniec.
-Nie szkodzi-roześmiałam się, zachaczyłam łokciem o jego łokieć. Kierując się do zamku napotkaliśmy jeszcze wielu innych naszych znajomych, niektórzy zatrzymywali nas na chwilę by porozmawiać.
-Czemu nas olewasz Gwen?-usłyszałam za sobą znajomy głos. Odwróciłam się i ujrzałam rudzielca z Harrym i Hermioną.
-Olewam?-uniosłam delikatnie brwi.
-Cały czas spędzasz z Ślizgonami, albo z nim-wskazał na wysokiego bruneta kryjącego się za mną.
-Bo jestem w Slytherinie, a wy w Griffindorze? Bo nie wszyscy tolerują nieczystość kwi? Jeżeli się z wami pokazuję wyzywają mnie od zdrajców Ron. Lubię cię, ale chciałabym spać spokojnie, tym bardziej, że dzielę dorminatorium z Pansy, zazdrośniczką, która w każdej chwili chętnie mnie zabije za to, że jestem blisko z Draconem, albo za to, że przyjaźnię się z kimś innym niż ona sobie chce.-odparłąm ze złością w oczach. Złota Trójka skrzywiła się na te słowa.
-Rozumiem...-wymamrotała Herm.
-A teraz przepraszam bardzo, ale wracam do Hogwartu-odwróciłąm się na pięcie, pociągając za sobą Krukona.
    Siedząc w dorminatorium, wysłałam sowę, by dostarczyła list do Rona z propozycją na wspólny wieczór w Dziurawym Kotle, czułam się źle z tym, że ich tak potraktowałam. Po wysłaniu listu zabrałam się za pracę domową z opieki nad magicznymi stworzeniami. Miałam do napisania wypracowanie o jednorożcach. Nie zajęło mi to więcej niż dwie godziny, z dumą zamknęłam zeszyt i schowałam go do torby. "No to wieczór cały dla mnie" pomyślałam uśmiechając się w duchu.Zeszłąm do pokoju wspólnego, z którego znowu dobiegała głośna muzyka, a dym tytoniowy i alkohol było czuć odkąd otworzyłam u siebie drzwi. Przeszłam koło roztańczonych nastolatków i zwróciłam się do drzwi. Otworzyły się, a moim oczom ukazał się pusty korytarz. Odetchnęłam z ulgą, gdy dźwięki imprezy przestały do mnie dochodzić. Odnalazłam jakieś kręte schody prowadzące na wysoką, wąską wieżę, postanowiłam się na nią wdrapać. W wieży panował półmrok, usiadłam przy maleńkim oknie, gdy usłyszałam cichy szmer na drugim końcu komnaty.
-Kto tu jest?-spytałam po chwili wsłuchiwania się, jedną ręką trzymałam ukrytą w szacie różdżkę.
-Avery.-usłyszałąm delikatny i słodki głosik. Definitywnie należał do jakiejś młodszej ode mnie dziewczyny.
-Chodź tu-poklepałam miejsce koło mnie. Znowu usłyszałam szmer a z ciemnego kąta wyszła niewysoka, brunetka o lokach do piersi. Jej nos i policzki były pokryte piegami, a oczy miała ciemne i lśniące. Nieśmiało usiadła koło mnie.
-Co tu robisz mała?-szturchnęłam ją przyjaźnie.
-Przychodzę tu czasem po lekcjach, bo tu jest cicho...-powiedziała tak bezgłośnie, że zaliczyłąbym to do szeptu. Westchnęłam i oparłam się o ścianę, dziewczyna irytowała mnie faktem, że cicho mówi.
-Do jakiego domu należysz?-spytałam w końcu.
-Hufflepuff-uśmiechnęła się dumnie. "To wszystko wyjaśnia" zaśmiałam się w myślach.
-Gwen Silver, Slytherin-podałam jej uroczyście rękę.
-Avery Prince-uścisnęła śmielej się uśmiechając.
-Opowiedz mi coś o sobie-zapodałam temat rozmowy.
-Jestem czystej kwi... Mieszkam z babcią, czasami odwiedza nas wójek, w szkole się do mnie nie przyznaje...-zaczęła powoli.
-W szkole? Uczy tu?-przerwałam jej nagle.
-Tak, to profesor Snape.-na jej twarzy pojawił się blady uśmiech-Nie lubię o sobie mówić... Nigdy nie wiem co powiedzieć...-spuściła smutno głowę.
-To może teraz ja-nie wiem czemu polubiłam Avery, coś mnie do niej ciągnęło, miałam wrażenie, że to nie jest zwykła przypadkowa czarownica.-No więc, mieszkam z rodzicami, jestem adoptowana, niedawno dowiedziałam się o wszystkim i o tym, że magia istnieje, o tym, że moi prawdziwi rodzice zgineli, zabito ich czy jakiś tam wypadek mieli, trafiłąm do Slytherinu, dorminatorium dziele z Pansy, co by mnie zabiła gdyby tylko mogła i mam czarną kotkę.-Avery zrobiła duże oczy.
-Wow... Współczuję ci...-złapała mnie za ramię.-Też straciłam rodziców.
-Tak mi przykro mała-zrobiłam współczującą minę- Co się z nimi stało?-spytałam zaciekawiona.
-Śmierciożercy.-szepnęła.Otwarła usta by kontynuować, ale na wieże wbiegł zdyszany Malfoy.
-Ach tutaj jesteś!-krzyknął na mój widok. Avery bezszelestnie wyszła drugim wejściem. Podeszłam do Dracona, spojrzałam prosto w jego oczy, błyszczały w świetle księżyca podkreślając ich szarość. Zbliżył się do mnie jeszcze bardziej, złapał mnie za ramiona, przysunął do siebie. Zanim zdążyłąm cokolwiek powiedzieć, jego usta zetknęły się z moimi. Zdrętwiałam, nie wiedziałam jak mam zareagować. Poprostu stałam pozwalając działać chwili. W końcu odwzajemniłam pocałunek, smakował jak świeża mięta, jego ciało pachniało drogimi perfumami... Nagle przerwał.
-Gwen... Ja przepraszam!-krzyknął i wybiegł z komnaty. Opadłam na zimną kamienną podłogę, zastanawiając się, co się właśnie stało, powoli ogarniał mnie mrok.

poniedziałek, 28 marca 2016

DODATEK

Gwen Silver
Wiek:16
Wygląd: ciemne długie do pasa, proste włosy, zielone oczy, jasna cera, pełne różowe usta, niewysoka-165, długie rzęsy, chuda, delikatnie widoczne rzebra i wystające kości biodrowe.
Charakter: sprytna, miła, ambitna, otwarta na nowe znajomosci, szczera, inteligentna, szybko sie uczy, potrafi byc oschła.
Historia: jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym, (teoretycznie), została adoptowana przez państwo Silver gdy miała 2 lata, trafia do Hogwartu i zostaje przydzielona do Slytherinu. 
Zwierze: czarna kotka Diana. 
Rodzina: Ana i Tom Silver- prawni, biologiczni- nie znani (jeszcze)
Hobby: lubi malować i robić zdjęcia, ale nie ma na to czasu 
Różdżka: drzewo osikowe, rdzeń pióro feniksa, 11,5 cali, w miarę giętka, różdżka wojenna.
Krew: czysta 
Dom: slytherin 
Inne: jej ulubiony kolor to czarny, lubi róże, maluje sie delikatnie, miewa koszmary o wężu czarnego pana.


Ana Silver
Wiek: w średnim wieku
Wygląd: ruda, piegi, niebieskie oczy, wysoka, szpula
Charakter: miła, gościnna, dobra.
Historia: ---
Hobby: gotowanie 
Różdżka: ---
Krew: mugol 
Dom: Sunny street, Londyn 
Inne: przyjaciółka Molly, poznały sie na obozie



Tom Silver
Wiek: w średnim wieku 
Wygląd: ciemne włosy, okulary, normalna waga, lekki zarost, brązowe oczy.
Charakter: stanowczy, miły, opiekuńczy.
Historia: ---
Hobby: piłka nożna
Różdżka: ---
Krew: mugol
Dom: Sunny street, Londyn 
Inne: mąż Any, przyjaciel Molly i Arthura 



Vanessa 
Wiek:16
Wygląd: długie błąd włosy, niebieski oczy, rumieńce, delikatna cera, średniego wzrostu, perfekcyjny makijaż 
Charakter: jak na ślizgonkę jest bardzo miła, uczynna, przebiegła, zaradna, uśmiechnięta 
Historia: ---
Hobby: moda
Różdżka: dąb, włókno smoczego serca 
Krew: półkrwi 
Dom: Slutherin 
Inne: jej mama jest półkrwi tata czystej, dzieli pokój z Pansy, Gwen, Lilą... Jest zauroczona w Zabinim, bardzo lubi Gwen, jej patronusem jest fredka, co bardzo drażni Draco 



Marshall Lee
Wiek:16
Wygląd: brunet, jasne oczy, wysoki, słodki, delikatne rysy twarzy, szczupły, dobrze zbudowany 
Charakter:inteligenty, miły, przyjacielski, cichy, spokojny, zabawny
Historia: nie przebada za Draconem, bo ten kiedyś na eliksirach wylał na niego śmierdzący wywar specjalnie 
Hobby: quiddich
Różdżka: topola, włos z ogona jednorożca
Krew: półkrwi 
Dom: Ravenclaw
Inne:nigdy nie poznał swojej matki, wychowuje go ojciec, Gwen imponuje mu swoim charakterem i innością, jego patronusem jest pies.


Lisa
Wiek:16
Wygląd: ciemne włosy, brązowe oczy, wysoka, nienaganny makijaż, włosy często spięte, wysoki nos, ciemne brwi 
Charakter: sprytna, tajemnicza, łatwo nawiązuje nowe kontakty, nie potrafi sie kłócić, dobra aktorka 
Historia: wczesniej chodziła do szkoły w USA, ale po przeprowadzce do Anglii, dostała sie do Hogwartu, poznała tam Pansy i zaprzyjaźniły sie szybko
Hobby: lubi transmutację
Różdżka: winorośl, ---
Krew: czysta
Dom: Slytherin 
Inne: akceptuje mugolaków i szlamy, nie jest dla nie jest dla niej ważna czystość krwi, ale nie przyznaje sie do tego w obecności innych , boi sie odrzucenia.



Wyjechałam na święta i nie mam czasu na pisanie dlaszych rozdziałów, dlatego dodaje cos w stylu opisu postaci, mam nadzieje, ze sie tym zadowolicie :)  miłego dnia,


                                                               #Gwen

PS gdybym zrobiła gdzieś błąd to mnie o tym poinformujcie, nie pamietam wszystkiego co napisałam... 


czwartek, 24 marca 2016

Rozdział 10

   Marshall opowiadał mi o nauczycielach Hogwartu, o Snape z eliksirów, McGonagall z transmutacji itd. Czas szybko mijał w towarzystwie nowo poznanego bruneta, polubiłam go bardzo i cieszyłam się, że do niego zagadałam, albo to on do mnie? Mniejsza. Rozmawiało mi się z nim bardzo miło, nie zauważyliśmy kiedy zrobiło się ciemno za oknem. Szybko zerwaliśmy się od stołu, zapłaciliśmy i powędrowaliśmy do szkoły. Odprowadził mnie pod obraz, zbliżył się do mnie by zakończyć spotkanie przytuleniem, jednak odsunęłam się. Nie chciałam czułości od niego, mimo, że go bardzo polubiłam, znałam go kilka godzin.
-To miłe, ale poznajmy się jescze torchę lepiej, okey?-powiedziałam spoglądając na niego niepewnie.
-Jasne-uśmiechnął się uroczo.-Żółwik?-dodał wyciągając pięść w moją stronę.
-Żółwik.-stuknęłam moją pięścią o jego. Marshall odszedł, weszłąm za obraz i pobiegłam na palcach do swojego pokoju. Wchodząc do dorminatorium usłyszałąm ściszoną kłótnię Draco z Pansy. Zignorowałam ją, nie chciałam mieć problemów w już w drugi dzień szkoły. Zdjęłam ubrania, zostałam w samej bieliźnie, nagle usłyszałam za sobą trzask naciskanej klamki do moich drzwi. Szybko odwróciłam się w stronę dźwięku, ujrzałam Draco wpatrującego się w moją czarną koronkową bieliznę. Zasłoniłąm się szybko leżącą koło mojej nogi bluzą
-Co tu robisz! Wynoś się! Puka się kurwa!-krzyknęłam bardzo wkurzona na chłopaka, rzuciłam w niego bluzą, która mnie zakrywała. Zrobił unik i odwrócił się
-Fajnie wyglądasz-zaszydził-Specjalnie dla mnie się tak ubrałaś?-zaśmiał się chamsko. Ubrałam się w cokolwiek przeklinając pod nosem potwornie.
-Czego chcesz malfoy?-warknęłam w końcu. Odwrócił się do mnie z uśmiechem.
-Sprawdzić jak się czujesz po imprezie-oparł się o drzwi i skrzyżował ręce.
-Super. Możesz już stąd iść?-rzuciłąm mu nieprzyjemne spojrzenie.
-Hm....zastanówmy się....-sztusznie się zamyślił.-Nie-zaśmiał się złośliwie i zaczął do mnie zbliżać. Wstałam z łóżka, nie znałam jego zamiarów.
-Spokojnie-zatrzymał się w połowie drogi-Chcę tylko zobaczyć miejsce, w które się uderzyłaś. -odwróciłam się do niego tyłam i podniosłam włosy. Po jakimś czasie oglądania odezwał się w końcu
-Nie wygląda najgorzej.-powiedział.
-Aha, super-odwróciłam się do niego przodem.- To teraz możesz stąd wyjść-zacisnęłam szczęki-Proszę.-dodałam przez zęby. Malfoy zaśmiał się kpiąco
-Skoro tak ładnie prosisz-machnął do mnie ręką i wyszedł. Odetchnęłam z ulgą, gdy zrzuciłam z siebie resztę ubrań i ułożyłam wygodnie na łóżku w niebieskiej koszuli nocnej. Poduszka była niesamowicie miękka, tak samo kołdra i materac. Leżąc na nich miało się wrażenie, że ma się pod sobą puchatą chmurkę. Nie zdziwiłoby mnie, gdybym od razu zasnęła, ale tak się nie stało. Za dużo myśli pojawiło się w mojej głowie. Zmarli rodzice, adopcja, odkrycie, że jestem czarownicą, słowa Ollivandera, słowa starej czapki, Slytherin, Malfoy, Pansy,Vanessa, Marshall... Przewracałam się z boku na bok starając usnąć. Gdy tylko mi się udało zasnąć, zaczęłam śnić.
    Śnił mi się wąż. Długi na parę metrów, pełzał po śliskiej powieszchni w moją stronę z złowroim sykiem. Słyszałam swój przyspieszony oddech, zaczęłam się cofać ze strachu, wąż cały czas się zbliżał, widziałam jego żółte oczy, białe i ostre jak brzytwa zęby, różowy język poruszający się szybko... Poczułam za plecami ścianę, równie mokrą jak podłoga. Wąż zatrzymał się kilka centymetrów przed moją twarzą, zamkęłam oczy, poczułąm ukłucie w szyję i ciepły jad rozchodzący się po moim ciele, które drętwiało z każdą sekundą coraz bardziej. I jescze ten pulsujący ból...
    Wrzasnęłam i obudziłam się tym sama. Usiadłam na łóżku cała spocona i co gorsza, nadal czułam ten pulsujący ból. Zwinęłam się w kłębek cicho jęcząc, czekałam aż ból minie, albo przynajmniej trochę odpuści. Po dłuższym czasie, byłam w stanie się ruszać i cokolwiek zrobić. Wyjrzałam za okno, było już jasno. Wiedziałam, że już nie dam rady zansąć, więc nawet nie kładłam się do łóżka. W piżamie zeszłam do pokoju wspólnego Ślizgonów. Na stoliku leżała gazeta, wzięłam ją do rąk i zaczęłam czytać, nie zdziwiły mnie ruszające się zdjęcia. Zaciekawił mnie jeden artykuł, jednak nie rozumiałam wielu słów, w tym Mroczny znak, Czarny Pan, śmierciożercy. Zrozumiałam, że nie jest to nic dobrego. Usłyszałam kroki na schodach, ujrzałam Draco w bokserkach. Zdziwił się na mój widok, a ja przewróciłam oczyma i wróciłam do lektury.
-Czemu nie śpisz? Nie spodziewałem się ciebie tutaaj-powiedziałl bez przywitania.
-A ja ciebie-nie oderwałam wzroku od kolejnego artykułu. Nie odpowiedział, usiadł na przeciwko mnie, wypowiedział zaklęcie spalania i wycelował w gazetę, która w oka mgnieniu zamieniła się w popiół.
-Dobra, mów czego byś chciał-westchnęłam.
-Jesteś szlamą?-zapytał przewiercając mnie wzrokiem na wylot.
-Co to znaczy?-przekrzywiłam głowę. Draco zdziwił się, że nie wiem co oznacza to słowo.
-Wiesz kim byli twoi rodzice?-spytał dociekliwie.
-Prawdziwi? Nie.-wzruszyłam ramionami. Po moich słowach wyciągnął różdżkę i przyłożył mi do nadgarstka. Wymamrotał coś pod nosem, a moja dłoń zaczęła robić się zimna jak lód, w dodatku jej kolor zmienił się z bladego na delikatnie srebrny. Cofnęłam gwałtownie dłoń z przerażeniem malującym się na mojej twarzy
-Co robisz!?-krzyknęłam. Uciszył mnie przykładając mi dłoń do ust
-Nie krzycz, obudzisz wszystkich-powiedział.
-Co robisz?!-szepnęłam krzycząc.
-Sprawdzałem jakiej jesteś krwi.-uśmiechnął się przebiiegle.
-No i?
-Czystej.-wstał z fotela i okrył się kocem.
-To dobrze?-spytałam niepewnie.
-Nawet bardzo-odpowiedział i zniknął na schodach prowadzących do jego dorminatorium. Zostałam sama, znowu.
    Spojrzałam na zegar, dochodziła 7:00. Poszłam do siebie ogarnąć się i przyotować na lekcje. Gotowa zapukałam do pokoiku Vanessy, nie znałam szkoły, chciałam żebyśmy poszły razem do sali z zaklęć. Przywitała mnie w progu z promiennym uśmiechem, zebrała rzeczy i wyszłyśmy.

wtorek, 22 marca 2016

Rozdział 9

   Nauczyciel zmierzył mnie surowym, lecz obojętnym spojrzeniem
-Co tak stoicie? Zajmijcie swoje miejsca!-machnął swoją szatą i szybkim ktorkiem podszedł do biurka. Spojrzałam błagalnie na Lisę, ale ona już siadała koło jakiegoś ciemnego blądyna o tępym wyrazie twarzy. Rozejrzałam się po ciemnej sali "chemii", jedyne wolne miejsce było koło tego blądyna, Dracona. Bez namysły ruszyłam w stronę chłopaka.
-Mogę się przysiąść?-spytałąm półszeptem. Spojrzał na mnie
-No chyba nie mam wyjścia.-powiedział i odsunął mi krzesło. Pospiesznie usiadłam, gdyż profesor Tłuste Włosy cały czas mnie obserwował.
-No wreszcie-mruknął pod nosem-Na dzisiejszej lekcji, omówimy eliksir spokoju, na następnej go uważymy.-po tych słowach zaczął kartkować czarny notes.-Przeczytajcie rozdział 25. Uważnie! Będe pytać!-oznajmił. Wyciągnęłam podręcznik z torby, zaczęłam z zadowoleniem przekłądać strony. Przerobiłam już ten eliksir z Herm, jednak przeczytałam rozdział jeszcze raz, dla przypomnienia i głębszego zrozumienia treści. Minęło okoł 15 minut lekcji, gdy nauczyciel zwrócił się do mnie
-Silver, proszę o podanie składników eliksiru spokoju.-spojrzał na mnie z nadzieją, że nie będę w stanie odpowiedzieć.-Wstań.- posusznie wstałam, krzesło  za mną odjechało kawałek w tył, wszyscy przenieśli wzrok znad książek na mnie, zaczęłam sie stresować, wzięłam głęboki oddech
-Sproszkowany kamień księżycowy, syrop z ciemiernika, sproszkowane kolce jeżozwierza i róg jednorożca-odpowiedziałam pewna siebie. Profesor wykrzywił twarz w coś w rodzaju grymasu, nie poddał się, zadał następne pytanie
-Co się może stać, gdy ręka będzie się trząść podczas robienia eliksiru?
-Można zasnąć i się nie obudzić-odparłam z wrednym, inteligętnym uśmieszkiem.
-Dobrze, siadaj-powiedział zirytowany, ale zdumiony moją płynną odpowiedzią. Byłam z siebie dumna, nawet bardzo.
    Lekcje mijały bez większego problemu, gdy nagle przypomniałam sobie wczorajszą noc. Zaczęłam zastanawiać się, czemu nie zabrali mnie do jakiegoś lekarza, czy coś. I dlaczego Pansy mnie popchnęła, jak do tego doszło i tak dalej... Postanowiłam odszukać kogoś. Akurat koło mnie przechodziła pięknie umalowana Vanessa. Podbiegłam do niej
-Van, wiesz co się wczoraj działo, prawda?-zaczęłam niepewnie. Zamrugała kilka razy wystraszona, zabrała mnie na ubocze.
-Tak, wiem. Jak się po tym wszystkim czujesz? Wszystko okey?-spytała troskliwie.
-Ta... Znaczy... Boli mnie prawie wszystko, ale tak, jest w miarę dobrze.-odpowiedziałam.
-To wszystko moja wina-spóściła głowę-Mogłam cię nie namawiać.
-Nie, nie twoja.-złapałam ją za ramię.- Tylko możesz mi powiedzieć czemu nie zanieśliście mnie do lekarza?-Vanessa spojrzała na mnie zdziwniona marszcząc brwi.
-Mogliśmy cię zabrać, ale co byśmy mięli powiedzieć? Ze popchnęła cię pijana Pansy na nielegalnej imprezie Slytherinu?-szepnęła.
-Ah... Rozumiem...-powiedziałam chwytając się za nadgarstek.-A co do Pansy... Gdzie ona jest? Muszę z nią pogadać.
-Yyy...-blądynka niepewnie zaczęła błądzić oczyma- Ja nie wiem-odparła i szybko ruszyła przed siebie.
"Świetnie. Kryje ją przede mną. Sama ją znajdę!" pomyślałam ze złością. Ruszyłam przed siebie, ale nagle zdałam sobie sprawę, że nie mam zielonego pojęcia gdzie mam iść. Nie znałam tej szkoły prawie wcale. Dlateo też postanowiłam zapytać się pierwszego lepszego przechodnia.
-Hey ty!-krzyknęłam do słodkiego, przystojnego Krukona. Odwrócił się w moją stronę zaskoczony.- Widziałeś Pansy?
-Nie. Zdaję mi się, że ktoś mówił, że dzisiaj nie przyszłą na lekcje by uniknąć z kimść kontaktu.-powiedział.
-A wiesz kogo unika?-zapytałam zaciekawiona.
-Tej nowej... Ej chwila to ty!-wytrzeszczył oczy i uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech-Jestem Marshall-podał rękę. Właściwie nie miałam ochoty nikogo poznawać, ale w tym chłopaku podobało mi się coś. Może to jego hipnotyzujące niebieskie oczy?
-Gwen. Gwen Silver-przedstawiłam się-To... powiesz mi może gdzie jest Pansy?-dodałam mrugając błagalnie.
-W szkolnym szpitalu, brzuch ją chyba "boli"-namalował cudzysłów w powietrzu. Westchnęłam, najwidoczniej nie porozmawiam z nią dzisiaj. Pogadałam jeszcze chwilę z nowo poznanym chłopakiem. Dowiedziałam się kilka ciekawych rzeczy na temat Hogwartu i okolicy. Umówiłam się z nim na po lekcjach na piwo kremowe.
    Po zakończonych zajęciach, wróciłam do dorminatorium, przebrałam się w luźną kreację, wzięłam kilka monet i ruszyłam w stronę umówionego miejsca. Błądziłąm trochę, ale w końcu znalazłam wielkie wachadło. Marshall już tam na mnie czekał. Przywitał mnie ciepłym, przyjaznym uśmiechem. Na początku szliśmy w ciszy, słuchając śpiewu ptaków, lub szumu drzew, potem jednak, zaczęliśmy rozmawiać na różne tematy. Polubiłam go bardzo, wydawał się być inny niż chłopcy, których poznałam w ciągu tych dwóch dni. Przede wszystkim jego szczery uśmiech i poczucie chumoru, sprawiały, że pulsujący ból głowy znikał, w dodatku był bardzo miły i mądry.


Hey to znowu ja, z kolejnym rozdziałem. Patrząc na rosnący licznik wyświetleń, zastanawiam się, czy nie wyjaśnić kilku faktów na temat głównej bohaterki i kilku innych postaci... tak myślę, że to dobry pomysł.  I kolejnym punktem do zastanowienia się jest, czy w opowiadaniu mogę używać słów nieodpowiednich dla dzieci... i Czy może pojawić się scena erotyczna? Jeszcze nie teraz, ale może w najbliższej przyszłości...? Możeci dać znać w komentarzu ;) dobranoc




                                                       #gwen

poniedziałek, 21 marca 2016

Rozdział 8

    Obudziłam się cała obolała wśrodku nocy w pokoju. Nie, to nie był mój pokój. Zamiast ściany, stał piękny parawan, łóżko było pościelone innym kocem i poduszkami, a zamiast szafy stał kufer. Chwytając się za mocno pulsującą głowę, usiadłam na łóżku i rozejrzałam się z przymróżonymi oczyma po pomieszczeniu. Jedynym źrodłem światła było wielkie okno, przez które wpadał blask księżyca w pełni. Mimo szumu w mojej głowie, usłyszałam szepty, za parawanem
-Ja nie chciałam żeby to się tak skończyło... Naprawdę Draco... Trochę wypiłam i zrobiłam się zazdrosna... przepraszam-szlochała jakaś dziewczyna.
-To był jej pierwszy dzień w Hogwarcie, ledwo co się znamy, a ty jesteś moją przyjaciółką i powinnaś zrozumieć, że chciałbym poznać nową dziewczynę, tym bardziej, że trafiła ona do Slytherinu, jestem Prefektem!-mówił męski głos.
-P-p-p..przyjaciółką....?-pociągała nosem dziewczyna z drżącym głosem. Zdawał się być jeszcze bardziej roztrzęsiony po słowach chłopaka.
-Tak. Zawsze nią byłaś i zawsze nią bedziesz.- powiedział ze stoickim spokojem-A teraz wyjdź, nie mam ochoty z tobą rozmawiać.-dokończył. Dziewczyna zaczęła płakać i uciekła z pokoju. Przez ciemność panującą w pomieszczeniu i przez pulsujący ból z tyłu głowy nie rozróżniłam głosów, ale zdawało mi się, że w progu gdy do dorminatorium wpadło trochę światła z korytarza, ujrzałam Pansy. Położyłam się spowrotem, nie byłam w stanie usiedzieć dłużej. Kładąc się uderzyłam się w obolałe miejsce, jękłam cicho. Usłyszała to osoba za parawanem, podeszła do mnie i położyła swoje lodowate dłonie na moim czole.
-Gdzie ja jestem? Co się stało?-spytałam cicho.
-Uderzyłaś się w głowę, straciłąś przytomność. Jesteś w moim łóżku.-szepnął głos.-Jak się czujesz Gwen?-spytał chłopak czule.
-Kim ty jesteś?-próbowałam rozpoznać sylwetkę-Draco..?
- Tak.-ujrzałam jego biały uśmiech-Jak się czujesz? Wszystko dobrze?
-Słabo mi... Moja głowa... strasznie boli-wymamrotałam. Pogładził mnie po policzku
-Spróbuj zasnąć, może będzie lepiej. -wstał z łóżka, na którym siedział. Delikatnie złapałam go za koszulę.
-A ty gdzie będziesz spać? To twoje łóżko.-spytałam.
-Na krześle.- wskazał drewniane krzesło w kącie pokoju. wzięłam głęboki oddech
-Połóż się obok mnie-zamkęłam oczy i przesunęłam tak by jak najmniej moje obolałe ciało ucierpiało. Draco nie protestował, ułożył się od razu obok mnie.
-Dobranoc-szepnął dotykając mojego ramienia.
-Auć...-skrzywiłam się.
-Przepraszam...-cofnął rękę. Poczułąm jak zamyka się w sobie, miałam wrażenie, że jak zaraz czegoś nie zrobię, to już mnie więcej nie dotknie.
-Wiem że się nie znamy, ale... Przytul mnie-wydusiłam z siebie resztkami sił. Przysunął się do mnie maksymalnie i położył dłoń na moim brzuchu. Czułam jego oddech na szyi, był płytki i chłodny. Zanim zdążyłam o czymkolwiek pomyśleć, zasnęłam.
    Następnego ranka, nadal wszystko mnie bolało, ale już mniej. Malfoya nie było " I dobrze" pomyślałam. Wyszłam ostrożnie z łóżka, zza parawanu wyszedł półnagi czarnoskóry chłopak. Odwróciłam odruchowo głowę, mimo że jego brzuch był pięknie wyrzeźbiony.
-Hey, jak się czujesz?-spytał propiennie, nie oczekiwał jednak odpowiedzi-Lisa przyniosła ci rzeczy -wskazał na mundurek i torbę z książkami- żebyś się nie spóźniła na lekcje, powiedziała, że ktoś po  ciebie przyjdzie zanim zaczną się Eliksyry-dodał. Kiwnęłam głową. Po chwili do mnie dotarło
-Mam się przebrać tutaj? Przy tobie?-zapytałam zaskoczona. Blaise zaśmiał się kpiąco
-Tak, a ja chętnie na to popatrzę- rechotał. Po jego słowach przesunęłam parawan i zrobiłam z niego przebieralnię. Szybko zmieniłam ubrania, gdy odłożyłam papierową czy tam materiałową ścianę na miejsce, zobaczyłam chłopaka robiącego smutną minkę zbitego zawiedzionego psa. Przewróciłam oczami i sięgnęłam po przygotowane dla mnie śniadanie. Zjadłam niechętnie kanapkę z żółtym serem i wypiłam zimną herbatę ziołową. Ku memu zdziwieniu po takim mało pożywnym śniadaniu poczułam się o wiele lepiej, może to przez tą herbatę?
   Do pokoju wbiegła Lisa, czerwona z wysiłku
-Chodź! Zaraz zaczną się lekcje!-krzyknęła w progu. Chwyciłam za torbę i pobiegłam za nią. Dziękowałam Bogu za to, że moim nogom nic się nie stało. Spojrzałam na falującą szatę biegnącej przede mną Lisy, gdy usłyszałam jakiś glos nad głową
-Dokąd to się tak spieszycie?-obróciłam się by zobaczyć kto to, nikogo za mną nie było, wzruszyłam ramionami, uznałam, że się przesłyszałam. Potem usłyszałam ten sam głos jeszcze raz-Hej tu jestem Ślizgonie!-ujrzałam roszający się obraz! Obraz do mnie mówił, odskoczyłam z przerażeniem, Lisa złapała mnie za rękaw i pociągnęła
-Potem sobie porozmawiasz-nie puściła mojej szaty.
-Ten obraz! On mówi! I się rusza!-krzyknęłam.
-No brawo odkrywco.-odpowiedziała niemiło.-Co ty? Mugolakiem jesteś?- przystanęła by się mi przyjrzeć.
-E... Nie wiem.-powiedziałam, po czym pospiesznie ruszyłam przed siebie. Dziewczyna dogoniła mnie i otworzyła drzwi do klasy. Wszyscy już tam byli, ale na szczęście nie spóźniłyśmy się. Nauczyciel o tłustych, czarnych jak smoła włosach wszedł do sali od razu po naszym przyjściu.

sobota, 19 marca 2016

Rozdział 7

   Dorminatorium Ślizgonek znajdował się w lochach i wyglądało zupełnie inaczej niż Gryffonów. Pokój był sześciokątny, w każdym zagięciu stało łóżko i szafa. Znaczy tak powinno być, ale dziewczyny odgrodziły swoje rzeczy i łóżka ścianami, argumentowały to prywatnością, ale dowiedziałam się dopiero później o jaką prywatność chodziło... W miejsu gdzie nie było ściany, na środku "korytarza" stał mały kominek, na którym wisiały ubrania moich współ lokatorek, głównie bielizna. Oprócz tego, była mała umywalka i lusterko, jednak nikt z niego nie kożystał, każdy miał w swoim małym pokoiku.
   Mój pokoik znajdował się najbardziej po lewej stronie od drzwi. Sciany były w kolorach Slytherinu, na środku stało dwuosobowe łóżko z zielonym baldahimem zaścielone starannie szarą kołdrą i czarną poduszką ze srebrnymi frędzlami. Po prawej stronie łóżka stała wielka drewniana szafa, a na niej wisiało lustro sięgające do podłogi. Przejrzałam się w nim, zobaczyłam w nim bladą dziewczynę z perfekcyjnym makijażem i w szacie Hogwartu. W pokoju rozległo się pukanie, drzwi uchyliły się szybko po dźwięku
-Hey, jak tam rozpakowywanie?-spytała Vanessa wsadzając głowę przez szczelinę. Spojrzałam na nietknięte walizki leżące koło moich stóp.
-Dobrze. Dziękuję-odpowiedziałam, od razu kucnęłam by jedną z nich otworzyć. Blondynka uśmiechnęła się i zamknęła drzwi. Rozpakowałam pierwszą walizkę, potem drugą i w końcu trzecią. Zmęczona usiadłam na łóżku. Zaczęłam rozmyślać nad dniem, który przeżyłam. Usłyszałam znowu pukanie.
-Draco urządza dzisiaj imprezę z okazji rozpoczęcia roku, wiesz, przez pierwszy tydzień są jeszcze luzy to można się zabawić-mrugnęła do mnie Vanessa-Masz ochotę iść? Poznasz nas lepiej.-dodała.
-Jestem zmęczona Van...-zaczęłam, ale nie poddała się.
-Słuchaj. On cię zaprosił na nią. Chce żebyś się na niej zjawiła-powiedziała poważnie. Wywróciłam oczami.
-Dobra.-zgodziłam się w końcu-A on zaprasza wszystkich czy...
-Nie, ale jak ktoś chce przyjść to może. Tylko że on musi zaakceptować obecność tej osoby. Zdażało się, żekogoś wywalił.-wzruszyła obojętnie ramionami. Podeszła do mojej szafy, wygrzebała z niej granatową sukienkę sięgającą do połowy ud. Pomachała mi nią przed twarzą z szerokim uśmiechem, westchnęłam. Przebrałam się przy niej, w końcu mamy to samo pod ubraniami. Rozczesałam włosy, poprawiłam make up, blondi przyglądała się temu wszystkiegmu z zachwytem.
    Wyszłam z mojego pokoiku, zobaczyłam gotową Pansy i brązowowłosą Lisę, obie ubrane były w krótkie sukienki.
-Jessica i Raven nie idą?-spytałam widząc tylko trzy dziewczyny odpicowane na imprezę.
-Nie. Jess pokółuciła się z Zabinim, a Raven po ostaniej akcji z alkoholem ma dość-powiedziała Pansy ze znudzeniem.-No cóż, idziemy.-złapała za rękę swoją towarzyszkę, to samo chciała zrobić Van, ale skrzywiłam się, więc odpuściła. Szybko znalazłyśmy się w pokoju wspólnym, przy otwieraniu drzwi poleciała na mnie chmura dymu z papierosów i shishy, zakrztusiłam się, przymrużyłam oczy, prawie nic nie widziałam. Nie zmienia to faktu, że widział mnie Malfoy, podszedł do mnie od razu.
-A jednak przyszłaś-szepnął, a raczej krzyknął mi do ucha, muzyka była tak glośna, że jego krzyk był jak szept.
-Spostrzegawczy jesteś Malfoy-uśmiechnęłam się złośliwie. Moje koleżanki już dawno zniknęły się bawić, Draco chwycił mnie za rękę.
-Idziemy-warknął.
-Gdzie mnie ciągniesz!?-krzyknęłam zaniepokojona. Ominęlismy kilka stolików, aż w końcu usiedliśmy w najdalszym kącie pokoju. Chłopak podsunął mi whiskey z colą, bez namysłu opróżniłam szkankę, muszę przyznać, że nie po raz pierwszy byłam na takiej imprezie, dlatego alkohol nie był mi obcy. Malfoy zaśmiał się zadowolony
-Szybka jesteś-spojrzałam na niego z wrednym uśmieszkiem i podsunęłam mu kieliszek wódki.
-Sama nie będe pić-wzrószyłam ramionami nadal się uśmiechając. Blondyn szybko wypił zawartość kieliszka, po czym uderzył nim głośno o stół. Wypiliśmy jeszcze trochę i zaczęliśmy luźną rozmowę
-Z jakiej szkoły do nas przyszłaś?-zapytał opiwrając się o krzesło.
-Z mugolskiej.-odpowiedziałam. Zrobił zdziwioną minę.
-Jak to?
-Moi rodzice zginęli jak byłam mała, potem adoptowali mnie mugole. Dumbeldore o mnie nie wiedział-odpaliłam, zrobiło mi się lżej na sercu mówiąc mu to. On jednak wyglądał na zmartwionego.
-Kiedy to było?-zapytał.
-około 14 lat temu-Po tych słowach zmartwił się jeszcze bardziej, podparł się ręką.-Hej co jest...?-spytałam zdziwiona i zmartwiona jego reakcją.
-Nic, jest okey. To przez alkohol-wywrócił oczami i zrołił kolejny łyk drinka. Nagle podbiegła do nas Pansy z wściekłym wyrazem twarzy.
-Możemy pogadać, Gwen?!-ryknęła na mnie tak złowrogo, że aż podskoczyłam. Kiwnęłam przestraszona glową i poszłam za nią na ubocze.
-Czego on od ciebie chciał?! Hm?-wrzeszczała.
-Nic, rozmawialiśmy tylko, on mnie tam zaprowadził.-tłumaczyłam się mopsowatej dziewczynie. Jej twarz zrobiła się czerwona ze złości.
-Odwal się od Dacona! Jeżeli chcesz przeżyć to nawet go nie dotykaj! Rozumiesz?!-darła się dalej.
-Dlaczego niby? Nie możesz mi mówić z kim mam się zadawać!-zaczęłami powoli działac na nerwy.
-Bo jest mój!-pchnęła mnie z furią na stół. Usłyszałam krzyki, upadłam na podłogę. Ostatnie co pamiętam to kłócący się głos Draco i Pansy.

-Coś ty zrobiła!? Przecież jej mogło się coś stać!