sobota, 17 września 2016

Rozdział 13

  Blondyn poprawił się na parapecie i schował nos w szalik z barwami Slytherinu.
-A więc?-uniosłam nieznacznie brwi.
-Przepraszam, że cię tak unikałem.-szepnął nie patrząc na mnie.
-Pytałam dlaczego, nie chciałam żebyś przepraszał.-chłopak chrząknął i schował się jeszcze bardziej w szaliku. Nastała głucha cisza.
-Zakochałem się w tobie, pocałowałem cię. Nie powinienm, jesteśmy przjaciółmi...-powiedział w końcu. Dalej na mnie nie patrzył.
-Kłamiesz Draco.-pokręciłam głową.-Powiedz mi prawdę, zniosę wszystko.
-Pansy by cię zabiła gdyby się dowiedziała, a jak mówiłem, kocham cię i chcę cię chronić. Wiesz jaka ona jest... Byłaś ranna w pierwszy dzień, bo cię popchnęła.. Nie chcę by się to powtórzyło...-spojrzał na mnie w końcu. Jego oczy były przepełnione bólem.
-Draco...
-Zresztą, serio nie powinienem był cię całować.-wykrzywił się.
-Narzekasz-uśmiechnęłam się i usiadłam koło niego na parapecie.
-Jesteś piękna, wiesz?-powiedział przyglądając się mi uważnie.
-Słucham?-odparłam zdziwiona.
-Podobasz się wielu chłopcom. Nawet nie wiesz, jak bardzo robię się czerwony, jak tylko widzę, że ktoś się za tobą oglądai ślini. Mam ochotę podejść do niego i wykrzyczeć mu, że jesteś moja... ale nie jesteś... I nie będziesz...-zacisnął mocno szczęki. Oczy zaświeciły w ciemnym pokoju.
-Dlaczego?-spytałam cicho-skąd wiesz że nie będę?
-Marshall. Widzę jak na ciebie patrzy, spędzacie ze sobą każdą wolną chwilę.
-To mój przyjaciel.-odpowiedziałam wzruszając ramionami.
-Kłamiesz Gwen.-pokręcił głową.-Powiedz mi prawdę, zniosę wszystko.-uśmiechnął się szyderczo i smutno.
-Hej! Drwisz sobie ze mnie?!-krzyknęłam z uśmiechem. On tylko prychnął i wykrzywił usta w coś co zaledwie przypominało uśmiech.
-No mów.
-To przyjaciel, tylko. Za dobrze się znamy by to mogło być coś więcej.-uśmiechnęłam się czuło.
-Niech ci będzie, Silver.-objął mnie nagle-Pojdziesz ze mną na bal?-spytał nie puszczając mnie.

Rozdział 14

   Zamurowało mnie, nie wiedziałam jak zareagować. Z jednej strony cieszyłam się, że mnie zaprosił, z drugiej strony stał Marshall, który był moim przyjacielem, a w zasadzie nim jest. Draco spojrzał na mnie błagająco, wzrokiem nie znoszczącym sprzeciwu. Przez dłuższą chwilę stałam z lekko otwartymi ustami gapiąc się na niego zmieszana. Widząc to, Draco pochmurniał.
-Zaprosił cię, prawda?-bąknął. Dobrze wiedziałam o kogo chodzi, jednak wolałam udawać głupią.
-Kto?-spytałam.
-Ten krukon, z którym cię cały czas widzę, Marshall.-jego blada cera nabrała różowawego koloru na policzkach. Przeszedł mnie dreszcz.
-Tak...
-To dlaczego...-zaczął spokojnie-Do cholery jasnej, próbujesz mi wmówić, że on jest tylko przyjacielem?!-wstał z parapetu, dosłownie kipiał ze złości. Jego mocno zaciśnięte pięści drżały, a na jego szyi pojawiła się żywo pulsująca żyłka.
-Draco... ja...-spróbowałam go złapać za rękę i uspokoić, wyrwał mi się natychmiast.
-Co ty?!
-Nie zgodziłam się...-spojrzałam zawstydzona w podłogę.-Miałam nadzieję, że ty mnie zaprosisz...
-Gwen, ja nie wiedziałem.-uspokoił się nagle, delikatnie usiadł na parapecie trzymając moją dłoń. Niewiem czemu, po policzkach ściekły mi łzy, przecież nic się takiego nie stało. Chłopak widząc moją reakcję, o nic nie pytając przyciągnął mnie do siebie, objął mocno i nie puścił dopóki nie miał pewności, że jest już okey.
-Przepraszam.-wyszeptał, gładząc mnie po głowie. Oderwałam głowę od jego ramienia i czołem dotknęłam jego czoła. Oblizałam spierzchnięte usta, powoli zbliżyłam wargi do jego. Chciał coś powiedzieć, nie pozwoliłam mu na to. Za długo na niego czekałam, tak bardzo za nim tęskniłąm, za jego obecnością, ciepłem ciała, zapachem, glosem, który sprawiał, że drżę, za jego szarymi, zimnymi oczema, pod wpływem których niejedna dziewczyna mdlała, zamnęłam jego usta szczellnie swoimi, nie protestował. Całowaliśmy się tak dość długo, w pewnym momencie Malfoy powoli zaczął rozpinać moją bluzę, odwdzięczyłam mu się tym samym, najpierw zdjęłam jego szal, potem zaczęłam rozpinać jego koszulę. Słyszałam swój i jego nierówny oddech, jego ręce były wszędzie, pieściły moje ciało z taką delikatnością... Jego wargi składały na moim nagim karku i torsie (miałam stanik) małe pocałunki, rzucił mnie na łożko, po czym rzucił w kąt swoją koszulę. Moja dolna część garderoby, czyli legginsy szybko znikęły dotrzymać towarzystwa reszcie ubrań. Zajęłam się jego spodniami, szło mi to dość opornie, więc blondym mi pomógł. W ten oto sposób zostaliśmy w samej bieliźnie. Draco jeszcze szybko chwycił różdżkę i rzucił zaklęcie wyciszające. Znowu zaczęliśmy się całować, jego dłoń powędrowała do moich majtek, a moja do jego czarnych bokserek. Nasze oddechy stały się, jeszcze bardziej nierówne i płytkie. Nagle chłopak przerwał, położył się nade mną, spojrzał mi głęboko w oczy i spytał
-Chcesz tego?-kiwnęłam głową z delikatnym uśmiechem.
-Tak-odpowiedziałam.
-Jesteś pewna?
-Tak.-chłopak zdjął ze mnie resztki odzieży,po czym zdjął ją też z siebie. Nachylił się nad moim uchem
-Kocham cię Gwen.-szepnął,  w jego głosie słyszałam szczerość i pożądanie.
-A ja ciebie-pocałowałam go w policzek.
-Mogę już?-spytał niepewny.
-mogę ci ufać?-zadałam pytanie retoryczne, kiwnął głową. Zlapał moje dłonie i powoli się wsnunął w moje wnętrze. Był delikatny, ale i tak poczułam bół. Wykrzywiłam się i zacisnęłam zęby. Draco przestał i patrzył na mnie współczująco.
-Wybacz-powiedział cicho. Po czym zaczął się powoli poruszać. Z każdym pchnięciem, ból który odczuwałam sawał się coraz mniejszy i zastępowała go przyjemność. Draco napiął się cały, zamkął oczy, zacisnął szczękę, zaczęły drgać mu ręcę. Nagle usłyszałam jego tłumiony jęk. Doszedł. Opadł ciężko koło mnie z zamkniętymi oczema, jego platynowe włosy były mokre od potu i skleiły się ze sobą w kosmyki, jego rozpalone ciało pulsowało ciepłem. Mogłabym tak na niego patrzeć w nieskończoność. Po jakimś czasie ocknął się, przytulił mnie
-I jak? Wszystko okey?-zapytał.
-Tak-odparłam z uśmiechem.
-To dobrze-objął mnie mocniej.
-Draco? Mogę ci zadać pytanie?
-Mhm...-gładził mnie po włosach.
-Nie jestem twoją pierwszą, prawda?-chłopak przestał mnie głaskać, spojrzał na mnie zmieszany.
-Nie-powiedział krótko.
-Tak myślałam.
-Wybacz... Jesteś za to pierwszą, którą kocham.
-A która była pierwsza?
-Lisa.
-Moja współlokatorka? Myslałam, że Pansy!
-Pansy?-zdziwił się Malfoy.-Gdybym kiedykolwiek się z nią przespał to by mi żyć nie dała! myślałaby, że to coś dla mnie znaczy-parsknął.
-Czyli to, nic dla ciebie nie znaczyło?-spytałam oburzona i załamana.
-Gwen, ty toco innego. Ja cię kocham. Wiedziałem o tym odkąd cię po raz pierwszy ujrzałem. Byłem w niebowzięty jak trafiłaś do Slytherinu.
-Kocham cię Draco, nie zostawiaj mnie więcej.

poniedziałek, 2 maja 2016

Rozdział 12

   Od tamtego zdarzenia w wieży, Draco unikał mnie w każdy możliwy sposób. Pansy to definitywnie odpowiadało i nie ustępowała od niego o krok. Za każdym razem gdy próbowałam do niego podejść pojawiała się ona i odciągała mnie od chłopaka mówiąc "O ranny! Gwen! Zapomniałam zrobić zadania z mugoloznactwa! Ty jesteś w tym dobra, chodź mi pomóż!"lub "Wydeje mi się, że Vanessa cię szukała". Ostatnio przestałam już nawet próbować nawiązać kontakt. Widziałam czasami jak na mnie zerkał ukradkiem, ignorowałam to, gdyby czegoś chciał, to by podszedł.
 
    Przechadzając się pewnego mroźnego popołudnia szkolnym korytarzem, zauważyłam Avery machającą zawzięcie różdżką.
-Hej, co robisz?-zaszłam Puchonkę od tyłu.
-Rozwieszam plakaty-mruknęła pod nosem-Bal ma być, wiesz?-uśmiechnęła się radośnie i odwróciła w moją stronę. Pokiwałam głową.
-Tak, tak... McGonagall coś wspominała.- spokojnym krokiempodeszłam do świeżo naklejonego plakatu.-W sumie to dużo czasu jeszcze zostało.
-No nie wiem... Dwa tygodnie.-skrzywiła się Avery.-Zresztą, i tak mnie pewnie nikt nie zaprosi.-westchnęła. Na te słowa wywróciłam oczami.
-Spoko, mnie też.-w tym momencie zza rogu wybiegł Marshall.
-Gwen!-krzyknął.
-Hm?-on tylko pociągnął mnie za sweter i zaciągnął w ciche miejsce.
-Bo za niedugo będzie bal... I myślałem czy...Może ty...-zzacinał się śmiesznie, na jego twarzy pojawiły się rumieńce.
-Czy poszłabym z tobą?-dokończyłam za niego z szydzącym uśmieszkiem. Kiwnął głową.
-Tak.-powiedział to, jakby mu zdjęto wielki ciężar, uśmiechnął się uroczo.
-Jako przyjaciele?- zapytałam unosząc brwi.
-No...-uciekł wzrokiem zmieszany-Tak, jako przyjaciele.
-Zastanowię się, mogę dać odpowiedź za kilka dni?-odpowiedziałam uśmiechając się chamsko, dobrze wiedziałam, że nie jestem dla niego już tylko przyjaciółką, odpowiedziałabym mu od razu, ale wolałam pobawić się troszeczkę. Pokiwał głową w odpowiedzi i odszedł. "Jeżeli nikt inny mnie nie zaprosi, to z nim pójdę, to mój przyjaciel. Kocham go, i chcę dla niegp dziewczyny, która go nie zrani.."myślałam. Marshall też przestał być dla mnie zwykłym przyjacielem, miałam wrażenie, że się zakochałam. Bałam się mu to pokazać, bardzo się bałam. Rzadko kiedy byłam w stanie kogoś nie zranić, dlatego też wolałam chronić wszystkich, których kocham z daleka.
    Z takimi myślami weszłam do pokoju wspólnego Slytherinu, było tam sporo osób, jedni czytali gazety lub listy, inni ze sobą rozmawiali, a jeszcze inny grali np. w szachy. W kącie pokoju ujrzałam Pansy siedzącą z Vanessą. Podeszłam do nich.
-Zabini zaprosił mnie na bal!-pisnęła radośnie Vanessa i rzuciła mi się na szyję.
-O Merlinie! Jejku, tak się cieszę!-uściskałam ją.-A ciebie zaprosił Draco?-zadałam pytanie kierując się do mopsowatej dziewczyny.
-Słucham?-spojrzała na mnie trochę oburzona i zdziwiona.
-Dużo ostatnio ze sobą czasu spędzacie.-wzruszyłam obojętnie ramionami.
-Gwen...-szturchnęła mnie Van.
-Odpowiedz.-powiedziałam szorstko.
-Nie zaprosił mnie.-warknęła niemiło i odwróciła głowę.
-Dlaczego?-uśmiechnęłam się zwyciezko.
-Bo jestem dla niego tylko przyjaciółką.-zacinęła zęby, a po jej policzku spłynęła łza.
-No patrz! Mnie zaprosił Marshall, mimo, że jestem dla niego tylko przyjaciółką, a on dla mnie przyjacielem!-pogłaskałam ją po ramieniu.
-Ty nic nie rozumiesz!-krzyknęła i pobiegła do dorminatorium. Spojrzałam na Vanessę.
-Idiotka z ciebie. On woli ciebie-powiedziała blondynka i pobiegła za Pansy. Ze zdziwienia nie mogłam się ruszyć."Draco woli mnie od Pansy?! To czemu ze mną nie rozmawia?!"szybkim krokiem ruszyłam w stornę jego pokoju.
   Zapukałam, jak zawsze otwarł mi czarnoskóry chłopak bez koszulki.
-Czego?-spojrzał na mnie zaspany.
-Jest Malfoy?-spytałam z uśmiechem. Zabbini spojrzał się za siebie pytająco
-Nie, nie ma go.-odpowiedział w końcu.
-Kłamiesz-powiedziałam pewna siebie. Blaise pokręcił zrezygnowany głową i wpuścił mnie.
-Mówiłem, że mnie nie ma!-krzyknął na mój widok zbulwersowany Draco.
-Wiedziałam, że tu jesteś.-odpowiedziałam spokojnym i opanowanym tonem. Blondyn odsunął się w najdalszy kąt dorminatorium. Podeszłam do niego powoli.
-Draco...-szepnęłam dotykając jego ramienia.-Dlaczego to robisz?-spytałam załamana. Chłopak machnął na przyjaciela, że ma wyjść.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Rozdział 11

   Minęło kilka dobrych miesięcy w tej magicznej szkole pełnej tajemnic. Nauka nie sprawiała mi większych trudności niż ruchome schody. Owszem, moje zaległości czasami były widoczne, ale szybko się uczę, więc wszystko nadrobiłam. Dużo czau spędzałam z Vanessą, Marshallem, Draco czy też z Ronem.
   Pewnego dnia spacerując po Błoniach z Krukonem spotkałam przechadzającego się z Pansy Dracona. Skrzywił się jak zawsze na widok Marshalla, dziewczyna widząc jego reakcję przybrała taki sam wyraz twarzy i powiedziała
-Jak możesz zadawać się z takimi jak on?
-O co ci chodzi?-warknęłam, lubiałam Pansy, ale denerwowała mnie swoją nietolerancją wobec czystości krwi.
-O to, że zadajesz się ze zdrajcami! Chodź Draco-pociągnęła go za ramię. Chłopak wyszarpał się szybko z uchwytu
-Do zobaczenia, mam nadzieję, że nie zapomniałaś-mrugnął do mnie i poszedł pewnym krokiem przed siebie, a za nim truchtem pobiegła jak mały mops Pansy z maślanymi oczkami.
   Wywróciłam oczyma i słabo uśmiechnęłam się do Lee
-Wracamy już? Zimno się robi...-powiedziałąm cicho.
-Jasne.-promiennie odpowiedział Marshall i wziął mnie za rękę. Spojrzałam na niego zaniepokojona
-Marsh...?
-Ach, jejku przepraszam-puścił mnie zawstydzony. Na jego policzkach pojawił się rumieniec.
-Nie szkodzi-roześmiałam się, zachaczyłam łokciem o jego łokieć. Kierując się do zamku napotkaliśmy jeszcze wielu innych naszych znajomych, niektórzy zatrzymywali nas na chwilę by porozmawiać.
-Czemu nas olewasz Gwen?-usłyszałam za sobą znajomy głos. Odwróciłam się i ujrzałam rudzielca z Harrym i Hermioną.
-Olewam?-uniosłam delikatnie brwi.
-Cały czas spędzasz z Ślizgonami, albo z nim-wskazał na wysokiego bruneta kryjącego się za mną.
-Bo jestem w Slytherinie, a wy w Griffindorze? Bo nie wszyscy tolerują nieczystość kwi? Jeżeli się z wami pokazuję wyzywają mnie od zdrajców Ron. Lubię cię, ale chciałabym spać spokojnie, tym bardziej, że dzielę dorminatorium z Pansy, zazdrośniczką, która w każdej chwili chętnie mnie zabije za to, że jestem blisko z Draconem, albo za to, że przyjaźnię się z kimś innym niż ona sobie chce.-odparłąm ze złością w oczach. Złota Trójka skrzywiła się na te słowa.
-Rozumiem...-wymamrotała Herm.
-A teraz przepraszam bardzo, ale wracam do Hogwartu-odwróciłąm się na pięcie, pociągając za sobą Krukona.
    Siedząc w dorminatorium, wysłałam sowę, by dostarczyła list do Rona z propozycją na wspólny wieczór w Dziurawym Kotle, czułam się źle z tym, że ich tak potraktowałam. Po wysłaniu listu zabrałam się za pracę domową z opieki nad magicznymi stworzeniami. Miałam do napisania wypracowanie o jednorożcach. Nie zajęło mi to więcej niż dwie godziny, z dumą zamknęłam zeszyt i schowałam go do torby. "No to wieczór cały dla mnie" pomyślałam uśmiechając się w duchu.Zeszłąm do pokoju wspólnego, z którego znowu dobiegała głośna muzyka, a dym tytoniowy i alkohol było czuć odkąd otworzyłam u siebie drzwi. Przeszłam koło roztańczonych nastolatków i zwróciłam się do drzwi. Otworzyły się, a moim oczom ukazał się pusty korytarz. Odetchnęłam z ulgą, gdy dźwięki imprezy przestały do mnie dochodzić. Odnalazłam jakieś kręte schody prowadzące na wysoką, wąską wieżę, postanowiłam się na nią wdrapać. W wieży panował półmrok, usiadłam przy maleńkim oknie, gdy usłyszałam cichy szmer na drugim końcu komnaty.
-Kto tu jest?-spytałam po chwili wsłuchiwania się, jedną ręką trzymałam ukrytą w szacie różdżkę.
-Avery.-usłyszałąm delikatny i słodki głosik. Definitywnie należał do jakiejś młodszej ode mnie dziewczyny.
-Chodź tu-poklepałam miejsce koło mnie. Znowu usłyszałam szmer a z ciemnego kąta wyszła niewysoka, brunetka o lokach do piersi. Jej nos i policzki były pokryte piegami, a oczy miała ciemne i lśniące. Nieśmiało usiadła koło mnie.
-Co tu robisz mała?-szturchnęłam ją przyjaźnie.
-Przychodzę tu czasem po lekcjach, bo tu jest cicho...-powiedziała tak bezgłośnie, że zaliczyłąbym to do szeptu. Westchnęłam i oparłam się o ścianę, dziewczyna irytowała mnie faktem, że cicho mówi.
-Do jakiego domu należysz?-spytałam w końcu.
-Hufflepuff-uśmiechnęła się dumnie. "To wszystko wyjaśnia" zaśmiałam się w myślach.
-Gwen Silver, Slytherin-podałam jej uroczyście rękę.
-Avery Prince-uścisnęła śmielej się uśmiechając.
-Opowiedz mi coś o sobie-zapodałam temat rozmowy.
-Jestem czystej kwi... Mieszkam z babcią, czasami odwiedza nas wójek, w szkole się do mnie nie przyznaje...-zaczęła powoli.
-W szkole? Uczy tu?-przerwałam jej nagle.
-Tak, to profesor Snape.-na jej twarzy pojawił się blady uśmiech-Nie lubię o sobie mówić... Nigdy nie wiem co powiedzieć...-spuściła smutno głowę.
-To może teraz ja-nie wiem czemu polubiłam Avery, coś mnie do niej ciągnęło, miałam wrażenie, że to nie jest zwykła przypadkowa czarownica.-No więc, mieszkam z rodzicami, jestem adoptowana, niedawno dowiedziałam się o wszystkim i o tym, że magia istnieje, o tym, że moi prawdziwi rodzice zgineli, zabito ich czy jakiś tam wypadek mieli, trafiłąm do Slytherinu, dorminatorium dziele z Pansy, co by mnie zabiła gdyby tylko mogła i mam czarną kotkę.-Avery zrobiła duże oczy.
-Wow... Współczuję ci...-złapała mnie za ramię.-Też straciłam rodziców.
-Tak mi przykro mała-zrobiłam współczującą minę- Co się z nimi stało?-spytałam zaciekawiona.
-Śmierciożercy.-szepnęła.Otwarła usta by kontynuować, ale na wieże wbiegł zdyszany Malfoy.
-Ach tutaj jesteś!-krzyknął na mój widok. Avery bezszelestnie wyszła drugim wejściem. Podeszłam do Dracona, spojrzałam prosto w jego oczy, błyszczały w świetle księżyca podkreślając ich szarość. Zbliżył się do mnie jeszcze bardziej, złapał mnie za ramiona, przysunął do siebie. Zanim zdążyłąm cokolwiek powiedzieć, jego usta zetknęły się z moimi. Zdrętwiałam, nie wiedziałam jak mam zareagować. Poprostu stałam pozwalając działać chwili. W końcu odwzajemniłam pocałunek, smakował jak świeża mięta, jego ciało pachniało drogimi perfumami... Nagle przerwał.
-Gwen... Ja przepraszam!-krzyknął i wybiegł z komnaty. Opadłam na zimną kamienną podłogę, zastanawiając się, co się właśnie stało, powoli ogarniał mnie mrok.

poniedziałek, 28 marca 2016

DODATEK

Gwen Silver
Wiek:16
Wygląd: ciemne długie do pasa, proste włosy, zielone oczy, jasna cera, pełne różowe usta, niewysoka-165, długie rzęsy, chuda, delikatnie widoczne rzebra i wystające kości biodrowe.
Charakter: sprytna, miła, ambitna, otwarta na nowe znajomosci, szczera, inteligentna, szybko sie uczy, potrafi byc oschła.
Historia: jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym, (teoretycznie), została adoptowana przez państwo Silver gdy miała 2 lata, trafia do Hogwartu i zostaje przydzielona do Slytherinu. 
Zwierze: czarna kotka Diana. 
Rodzina: Ana i Tom Silver- prawni, biologiczni- nie znani (jeszcze)
Hobby: lubi malować i robić zdjęcia, ale nie ma na to czasu 
Różdżka: drzewo osikowe, rdzeń pióro feniksa, 11,5 cali, w miarę giętka, różdżka wojenna.
Krew: czysta 
Dom: slytherin 
Inne: jej ulubiony kolor to czarny, lubi róże, maluje sie delikatnie, miewa koszmary o wężu czarnego pana.


Ana Silver
Wiek: w średnim wieku
Wygląd: ruda, piegi, niebieskie oczy, wysoka, szpula
Charakter: miła, gościnna, dobra.
Historia: ---
Hobby: gotowanie 
Różdżka: ---
Krew: mugol 
Dom: Sunny street, Londyn 
Inne: przyjaciółka Molly, poznały sie na obozie



Tom Silver
Wiek: w średnim wieku 
Wygląd: ciemne włosy, okulary, normalna waga, lekki zarost, brązowe oczy.
Charakter: stanowczy, miły, opiekuńczy.
Historia: ---
Hobby: piłka nożna
Różdżka: ---
Krew: mugol
Dom: Sunny street, Londyn 
Inne: mąż Any, przyjaciel Molly i Arthura 



Vanessa 
Wiek:16
Wygląd: długie błąd włosy, niebieski oczy, rumieńce, delikatna cera, średniego wzrostu, perfekcyjny makijaż 
Charakter: jak na ślizgonkę jest bardzo miła, uczynna, przebiegła, zaradna, uśmiechnięta 
Historia: ---
Hobby: moda
Różdżka: dąb, włókno smoczego serca 
Krew: półkrwi 
Dom: Slutherin 
Inne: jej mama jest półkrwi tata czystej, dzieli pokój z Pansy, Gwen, Lilą... Jest zauroczona w Zabinim, bardzo lubi Gwen, jej patronusem jest fredka, co bardzo drażni Draco 



Marshall Lee
Wiek:16
Wygląd: brunet, jasne oczy, wysoki, słodki, delikatne rysy twarzy, szczupły, dobrze zbudowany 
Charakter:inteligenty, miły, przyjacielski, cichy, spokojny, zabawny
Historia: nie przebada za Draconem, bo ten kiedyś na eliksirach wylał na niego śmierdzący wywar specjalnie 
Hobby: quiddich
Różdżka: topola, włos z ogona jednorożca
Krew: półkrwi 
Dom: Ravenclaw
Inne:nigdy nie poznał swojej matki, wychowuje go ojciec, Gwen imponuje mu swoim charakterem i innością, jego patronusem jest pies.


Lisa
Wiek:16
Wygląd: ciemne włosy, brązowe oczy, wysoka, nienaganny makijaż, włosy często spięte, wysoki nos, ciemne brwi 
Charakter: sprytna, tajemnicza, łatwo nawiązuje nowe kontakty, nie potrafi sie kłócić, dobra aktorka 
Historia: wczesniej chodziła do szkoły w USA, ale po przeprowadzce do Anglii, dostała sie do Hogwartu, poznała tam Pansy i zaprzyjaźniły sie szybko
Hobby: lubi transmutację
Różdżka: winorośl, ---
Krew: czysta
Dom: Slytherin 
Inne: akceptuje mugolaków i szlamy, nie jest dla nie jest dla niej ważna czystość krwi, ale nie przyznaje sie do tego w obecności innych , boi sie odrzucenia.



Wyjechałam na święta i nie mam czasu na pisanie dlaszych rozdziałów, dlatego dodaje cos w stylu opisu postaci, mam nadzieje, ze sie tym zadowolicie :)  miłego dnia,


                                                               #Gwen

PS gdybym zrobiła gdzieś błąd to mnie o tym poinformujcie, nie pamietam wszystkiego co napisałam... 


czwartek, 24 marca 2016

Rozdział 10

   Marshall opowiadał mi o nauczycielach Hogwartu, o Snape z eliksirów, McGonagall z transmutacji itd. Czas szybko mijał w towarzystwie nowo poznanego bruneta, polubiłam go bardzo i cieszyłam się, że do niego zagadałam, albo to on do mnie? Mniejsza. Rozmawiało mi się z nim bardzo miło, nie zauważyliśmy kiedy zrobiło się ciemno za oknem. Szybko zerwaliśmy się od stołu, zapłaciliśmy i powędrowaliśmy do szkoły. Odprowadził mnie pod obraz, zbliżył się do mnie by zakończyć spotkanie przytuleniem, jednak odsunęłam się. Nie chciałam czułości od niego, mimo, że go bardzo polubiłam, znałam go kilka godzin.
-To miłe, ale poznajmy się jescze torchę lepiej, okey?-powiedziałam spoglądając na niego niepewnie.
-Jasne-uśmiechnął się uroczo.-Żółwik?-dodał wyciągając pięść w moją stronę.
-Żółwik.-stuknęłam moją pięścią o jego. Marshall odszedł, weszłąm za obraz i pobiegłam na palcach do swojego pokoju. Wchodząc do dorminatorium usłyszałąm ściszoną kłótnię Draco z Pansy. Zignorowałam ją, nie chciałam mieć problemów w już w drugi dzień szkoły. Zdjęłam ubrania, zostałam w samej bieliźnie, nagle usłyszałam za sobą trzask naciskanej klamki do moich drzwi. Szybko odwróciłam się w stronę dźwięku, ujrzałam Draco wpatrującego się w moją czarną koronkową bieliznę. Zasłoniłąm się szybko leżącą koło mojej nogi bluzą
-Co tu robisz! Wynoś się! Puka się kurwa!-krzyknęłam bardzo wkurzona na chłopaka, rzuciłam w niego bluzą, która mnie zakrywała. Zrobił unik i odwrócił się
-Fajnie wyglądasz-zaszydził-Specjalnie dla mnie się tak ubrałaś?-zaśmiał się chamsko. Ubrałam się w cokolwiek przeklinając pod nosem potwornie.
-Czego chcesz malfoy?-warknęłam w końcu. Odwrócił się do mnie z uśmiechem.
-Sprawdzić jak się czujesz po imprezie-oparł się o drzwi i skrzyżował ręce.
-Super. Możesz już stąd iść?-rzuciłąm mu nieprzyjemne spojrzenie.
-Hm....zastanówmy się....-sztusznie się zamyślił.-Nie-zaśmiał się złośliwie i zaczął do mnie zbliżać. Wstałam z łóżka, nie znałam jego zamiarów.
-Spokojnie-zatrzymał się w połowie drogi-Chcę tylko zobaczyć miejsce, w które się uderzyłaś. -odwróciłam się do niego tyłam i podniosłam włosy. Po jakimś czasie oglądania odezwał się w końcu
-Nie wygląda najgorzej.-powiedział.
-Aha, super-odwróciłam się do niego przodem.- To teraz możesz stąd wyjść-zacisnęłam szczęki-Proszę.-dodałam przez zęby. Malfoy zaśmiał się kpiąco
-Skoro tak ładnie prosisz-machnął do mnie ręką i wyszedł. Odetchnęłam z ulgą, gdy zrzuciłam z siebie resztę ubrań i ułożyłam wygodnie na łóżku w niebieskiej koszuli nocnej. Poduszka była niesamowicie miękka, tak samo kołdra i materac. Leżąc na nich miało się wrażenie, że ma się pod sobą puchatą chmurkę. Nie zdziwiłoby mnie, gdybym od razu zasnęła, ale tak się nie stało. Za dużo myśli pojawiło się w mojej głowie. Zmarli rodzice, adopcja, odkrycie, że jestem czarownicą, słowa Ollivandera, słowa starej czapki, Slytherin, Malfoy, Pansy,Vanessa, Marshall... Przewracałam się z boku na bok starając usnąć. Gdy tylko mi się udało zasnąć, zaczęłam śnić.
    Śnił mi się wąż. Długi na parę metrów, pełzał po śliskiej powieszchni w moją stronę z złowroim sykiem. Słyszałam swój przyspieszony oddech, zaczęłam się cofać ze strachu, wąż cały czas się zbliżał, widziałam jego żółte oczy, białe i ostre jak brzytwa zęby, różowy język poruszający się szybko... Poczułam za plecami ścianę, równie mokrą jak podłoga. Wąż zatrzymał się kilka centymetrów przed moją twarzą, zamkęłam oczy, poczułąm ukłucie w szyję i ciepły jad rozchodzący się po moim ciele, które drętwiało z każdą sekundą coraz bardziej. I jescze ten pulsujący ból...
    Wrzasnęłam i obudziłam się tym sama. Usiadłam na łóżku cała spocona i co gorsza, nadal czułam ten pulsujący ból. Zwinęłam się w kłębek cicho jęcząc, czekałam aż ból minie, albo przynajmniej trochę odpuści. Po dłuższym czasie, byłam w stanie się ruszać i cokolwiek zrobić. Wyjrzałam za okno, było już jasno. Wiedziałam, że już nie dam rady zansąć, więc nawet nie kładłam się do łóżka. W piżamie zeszłam do pokoju wspólnego Ślizgonów. Na stoliku leżała gazeta, wzięłam ją do rąk i zaczęłam czytać, nie zdziwiły mnie ruszające się zdjęcia. Zaciekawił mnie jeden artykuł, jednak nie rozumiałam wielu słów, w tym Mroczny znak, Czarny Pan, śmierciożercy. Zrozumiałam, że nie jest to nic dobrego. Usłyszałam kroki na schodach, ujrzałam Draco w bokserkach. Zdziwił się na mój widok, a ja przewróciłam oczyma i wróciłam do lektury.
-Czemu nie śpisz? Nie spodziewałem się ciebie tutaaj-powiedziałl bez przywitania.
-A ja ciebie-nie oderwałam wzroku od kolejnego artykułu. Nie odpowiedział, usiadł na przeciwko mnie, wypowiedział zaklęcie spalania i wycelował w gazetę, która w oka mgnieniu zamieniła się w popiół.
-Dobra, mów czego byś chciał-westchnęłam.
-Jesteś szlamą?-zapytał przewiercając mnie wzrokiem na wylot.
-Co to znaczy?-przekrzywiłam głowę. Draco zdziwił się, że nie wiem co oznacza to słowo.
-Wiesz kim byli twoi rodzice?-spytał dociekliwie.
-Prawdziwi? Nie.-wzruszyłam ramionami. Po moich słowach wyciągnął różdżkę i przyłożył mi do nadgarstka. Wymamrotał coś pod nosem, a moja dłoń zaczęła robić się zimna jak lód, w dodatku jej kolor zmienił się z bladego na delikatnie srebrny. Cofnęłam gwałtownie dłoń z przerażeniem malującym się na mojej twarzy
-Co robisz!?-krzyknęłam. Uciszył mnie przykładając mi dłoń do ust
-Nie krzycz, obudzisz wszystkich-powiedział.
-Co robisz?!-szepnęłam krzycząc.
-Sprawdzałem jakiej jesteś krwi.-uśmiechnął się przebiiegle.
-No i?
-Czystej.-wstał z fotela i okrył się kocem.
-To dobrze?-spytałam niepewnie.
-Nawet bardzo-odpowiedział i zniknął na schodach prowadzących do jego dorminatorium. Zostałam sama, znowu.
    Spojrzałam na zegar, dochodziła 7:00. Poszłam do siebie ogarnąć się i przyotować na lekcje. Gotowa zapukałam do pokoiku Vanessy, nie znałam szkoły, chciałam żebyśmy poszły razem do sali z zaklęć. Przywitała mnie w progu z promiennym uśmiechem, zebrała rzeczy i wyszłyśmy.

wtorek, 22 marca 2016

Rozdział 9

   Nauczyciel zmierzył mnie surowym, lecz obojętnym spojrzeniem
-Co tak stoicie? Zajmijcie swoje miejsca!-machnął swoją szatą i szybkim ktorkiem podszedł do biurka. Spojrzałam błagalnie na Lisę, ale ona już siadała koło jakiegoś ciemnego blądyna o tępym wyrazie twarzy. Rozejrzałam się po ciemnej sali "chemii", jedyne wolne miejsce było koło tego blądyna, Dracona. Bez namysły ruszyłam w stronę chłopaka.
-Mogę się przysiąść?-spytałąm półszeptem. Spojrzał na mnie
-No chyba nie mam wyjścia.-powiedział i odsunął mi krzesło. Pospiesznie usiadłam, gdyż profesor Tłuste Włosy cały czas mnie obserwował.
-No wreszcie-mruknął pod nosem-Na dzisiejszej lekcji, omówimy eliksir spokoju, na następnej go uważymy.-po tych słowach zaczął kartkować czarny notes.-Przeczytajcie rozdział 25. Uważnie! Będe pytać!-oznajmił. Wyciągnęłam podręcznik z torby, zaczęłam z zadowoleniem przekłądać strony. Przerobiłam już ten eliksir z Herm, jednak przeczytałam rozdział jeszcze raz, dla przypomnienia i głębszego zrozumienia treści. Minęło okoł 15 minut lekcji, gdy nauczyciel zwrócił się do mnie
-Silver, proszę o podanie składników eliksiru spokoju.-spojrzał na mnie z nadzieją, że nie będę w stanie odpowiedzieć.-Wstań.- posusznie wstałam, krzesło  za mną odjechało kawałek w tył, wszyscy przenieśli wzrok znad książek na mnie, zaczęłam sie stresować, wzięłam głęboki oddech
-Sproszkowany kamień księżycowy, syrop z ciemiernika, sproszkowane kolce jeżozwierza i róg jednorożca-odpowiedziałam pewna siebie. Profesor wykrzywił twarz w coś w rodzaju grymasu, nie poddał się, zadał następne pytanie
-Co się może stać, gdy ręka będzie się trząść podczas robienia eliksiru?
-Można zasnąć i się nie obudzić-odparłam z wrednym, inteligętnym uśmieszkiem.
-Dobrze, siadaj-powiedział zirytowany, ale zdumiony moją płynną odpowiedzią. Byłam z siebie dumna, nawet bardzo.
    Lekcje mijały bez większego problemu, gdy nagle przypomniałam sobie wczorajszą noc. Zaczęłam zastanawiać się, czemu nie zabrali mnie do jakiegoś lekarza, czy coś. I dlaczego Pansy mnie popchnęła, jak do tego doszło i tak dalej... Postanowiłam odszukać kogoś. Akurat koło mnie przechodziła pięknie umalowana Vanessa. Podbiegłam do niej
-Van, wiesz co się wczoraj działo, prawda?-zaczęłam niepewnie. Zamrugała kilka razy wystraszona, zabrała mnie na ubocze.
-Tak, wiem. Jak się po tym wszystkim czujesz? Wszystko okey?-spytała troskliwie.
-Ta... Znaczy... Boli mnie prawie wszystko, ale tak, jest w miarę dobrze.-odpowiedziałam.
-To wszystko moja wina-spóściła głowę-Mogłam cię nie namawiać.
-Nie, nie twoja.-złapałam ją za ramię.- Tylko możesz mi powiedzieć czemu nie zanieśliście mnie do lekarza?-Vanessa spojrzała na mnie zdziwniona marszcząc brwi.
-Mogliśmy cię zabrać, ale co byśmy mięli powiedzieć? Ze popchnęła cię pijana Pansy na nielegalnej imprezie Slytherinu?-szepnęła.
-Ah... Rozumiem...-powiedziałam chwytając się za nadgarstek.-A co do Pansy... Gdzie ona jest? Muszę z nią pogadać.
-Yyy...-blądynka niepewnie zaczęła błądzić oczyma- Ja nie wiem-odparła i szybko ruszyła przed siebie.
"Świetnie. Kryje ją przede mną. Sama ją znajdę!" pomyślałam ze złością. Ruszyłam przed siebie, ale nagle zdałam sobie sprawę, że nie mam zielonego pojęcia gdzie mam iść. Nie znałam tej szkoły prawie wcale. Dlateo też postanowiłam zapytać się pierwszego lepszego przechodnia.
-Hey ty!-krzyknęłam do słodkiego, przystojnego Krukona. Odwrócił się w moją stronę zaskoczony.- Widziałeś Pansy?
-Nie. Zdaję mi się, że ktoś mówił, że dzisiaj nie przyszłą na lekcje by uniknąć z kimść kontaktu.-powiedział.
-A wiesz kogo unika?-zapytałam zaciekawiona.
-Tej nowej... Ej chwila to ty!-wytrzeszczył oczy i uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech-Jestem Marshall-podał rękę. Właściwie nie miałam ochoty nikogo poznawać, ale w tym chłopaku podobało mi się coś. Może to jego hipnotyzujące niebieskie oczy?
-Gwen. Gwen Silver-przedstawiłam się-To... powiesz mi może gdzie jest Pansy?-dodałam mrugając błagalnie.
-W szkolnym szpitalu, brzuch ją chyba "boli"-namalował cudzysłów w powietrzu. Westchnęłam, najwidoczniej nie porozmawiam z nią dzisiaj. Pogadałam jeszcze chwilę z nowo poznanym chłopakiem. Dowiedziałam się kilka ciekawych rzeczy na temat Hogwartu i okolicy. Umówiłam się z nim na po lekcjach na piwo kremowe.
    Po zakończonych zajęciach, wróciłam do dorminatorium, przebrałam się w luźną kreację, wzięłam kilka monet i ruszyłam w stronę umówionego miejsca. Błądziłąm trochę, ale w końcu znalazłam wielkie wachadło. Marshall już tam na mnie czekał. Przywitał mnie ciepłym, przyjaznym uśmiechem. Na początku szliśmy w ciszy, słuchając śpiewu ptaków, lub szumu drzew, potem jednak, zaczęliśmy rozmawiać na różne tematy. Polubiłam go bardzo, wydawał się być inny niż chłopcy, których poznałam w ciągu tych dwóch dni. Przede wszystkim jego szczery uśmiech i poczucie chumoru, sprawiały, że pulsujący ból głowy znikał, w dodatku był bardzo miły i mądry.


Hey to znowu ja, z kolejnym rozdziałem. Patrząc na rosnący licznik wyświetleń, zastanawiam się, czy nie wyjaśnić kilku faktów na temat głównej bohaterki i kilku innych postaci... tak myślę, że to dobry pomysł.  I kolejnym punktem do zastanowienia się jest, czy w opowiadaniu mogę używać słów nieodpowiednich dla dzieci... i Czy może pojawić się scena erotyczna? Jeszcze nie teraz, ale może w najbliższej przyszłości...? Możeci dać znać w komentarzu ;) dobranoc




                                                       #gwen