Blondyn poprawił się na parapecie i schował nos w szalik z barwami Slytherinu.
-A więc?-uniosłam nieznacznie brwi.
-Przepraszam, że cię tak unikałem.-szepnął nie patrząc na mnie.
-Pytałam dlaczego, nie chciałam żebyś przepraszał.-chłopak chrząknął i schował się jeszcze bardziej w szaliku. Nastała głucha cisza.
-Zakochałem się w tobie, pocałowałem cię. Nie powinienm, jesteśmy przjaciółmi...-powiedział w końcu. Dalej na mnie nie patrzył.
-Kłamiesz Draco.-pokręciłam głową.-Powiedz mi prawdę, zniosę wszystko.
-Pansy by cię zabiła gdyby się dowiedziała, a jak mówiłem, kocham cię i chcę cię chronić. Wiesz jaka ona jest... Byłaś ranna w pierwszy dzień, bo cię popchnęła.. Nie chcę by się to powtórzyło...-spojrzał na mnie w końcu. Jego oczy były przepełnione bólem.
-Draco...
-Zresztą, serio nie powinienem był cię całować.-wykrzywił się.
-Narzekasz-uśmiechnęłam się i usiadłam koło niego na parapecie.
-Jesteś piękna, wiesz?-powiedział przyglądając się mi uważnie.
-Słucham?-odparłam zdziwiona.
-Podobasz się wielu chłopcom. Nawet nie wiesz, jak bardzo robię się czerwony, jak tylko widzę, że ktoś się za tobą oglądai ślini. Mam ochotę podejść do niego i wykrzyczeć mu, że jesteś moja... ale nie jesteś... I nie będziesz...-zacisnął mocno szczęki. Oczy zaświeciły w ciemnym pokoju.
-Dlaczego?-spytałam cicho-skąd wiesz że nie będę?
-Marshall. Widzę jak na ciebie patrzy, spędzacie ze sobą każdą wolną chwilę.
-To mój przyjaciel.-odpowiedziałam wzruszając ramionami.
-Kłamiesz Gwen.-pokręcił głową.-Powiedz mi prawdę, zniosę wszystko.-uśmiechnął się szyderczo i smutno.
-Hej! Drwisz sobie ze mnie?!-krzyknęłam z uśmiechem. On tylko prychnął i wykrzywił usta w coś co zaledwie przypominało uśmiech.
-No mów.
-To przyjaciel, tylko. Za dobrze się znamy by to mogło być coś więcej.-uśmiechnęłam się czuło.
-Niech ci będzie, Silver.-objął mnie nagle-Pojdziesz ze mną na bal?-spytał nie puszczając mnie.
Opowiadanie o Gwen Silver, zwykłej 16-latce mieszkającej w małym miasteczku w okolicach Londynu. No, może nie takiej zwykłej... Okazuje się, że jest czarownicą. Trafia do znanego nam dobrze wszystkim Hogwartu.
sobota, 17 września 2016
Rozdział 14
Zamurowało mnie, nie wiedziałam jak zareagować. Z jednej strony cieszyłam się, że mnie zaprosił, z drugiej strony stał Marshall, który był moim przyjacielem, a w zasadzie nim jest. Draco spojrzał na mnie błagająco, wzrokiem nie znoszczącym sprzeciwu. Przez dłuższą chwilę stałam z lekko otwartymi ustami gapiąc się na niego zmieszana. Widząc to, Draco pochmurniał.
-Zaprosił cię, prawda?-bąknął. Dobrze wiedziałam o kogo chodzi, jednak wolałam udawać głupią.
-Kto?-spytałam.
-Ten krukon, z którym cię cały czas widzę, Marshall.-jego blada cera nabrała różowawego koloru na policzkach. Przeszedł mnie dreszcz.
-Tak...
-To dlaczego...-zaczął spokojnie-Do cholery jasnej, próbujesz mi wmówić, że on jest tylko przyjacielem?!-wstał z parapetu, dosłownie kipiał ze złości. Jego mocno zaciśnięte pięści drżały, a na jego szyi pojawiła się żywo pulsująca żyłka.
-Draco... ja...-spróbowałam go złapać za rękę i uspokoić, wyrwał mi się natychmiast.
-Co ty?!
-Nie zgodziłam się...-spojrzałam zawstydzona w podłogę.-Miałam nadzieję, że ty mnie zaprosisz...
-Gwen, ja nie wiedziałem.-uspokoił się nagle, delikatnie usiadł na parapecie trzymając moją dłoń. Niewiem czemu, po policzkach ściekły mi łzy, przecież nic się takiego nie stało. Chłopak widząc moją reakcję, o nic nie pytając przyciągnął mnie do siebie, objął mocno i nie puścił dopóki nie miał pewności, że jest już okey.
-Przepraszam.-wyszeptał, gładząc mnie po głowie. Oderwałam głowę od jego ramienia i czołem dotknęłam jego czoła. Oblizałam spierzchnięte usta, powoli zbliżyłam wargi do jego. Chciał coś powiedzieć, nie pozwoliłam mu na to. Za długo na niego czekałam, tak bardzo za nim tęskniłąm, za jego obecnością, ciepłem ciała, zapachem, glosem, który sprawiał, że drżę, za jego szarymi, zimnymi oczema, pod wpływem których niejedna dziewczyna mdlała, zamnęłam jego usta szczellnie swoimi, nie protestował. Całowaliśmy się tak dość długo, w pewnym momencie Malfoy powoli zaczął rozpinać moją bluzę, odwdzięczyłam mu się tym samym, najpierw zdjęłam jego szal, potem zaczęłam rozpinać jego koszulę. Słyszałam swój i jego nierówny oddech, jego ręce były wszędzie, pieściły moje ciało z taką delikatnością... Jego wargi składały na moim nagim karku i torsie (miałam stanik) małe pocałunki, rzucił mnie na łożko, po czym rzucił w kąt swoją koszulę. Moja dolna część garderoby, czyli legginsy szybko znikęły dotrzymać towarzystwa reszcie ubrań. Zajęłam się jego spodniami, szło mi to dość opornie, więc blondym mi pomógł. W ten oto sposób zostaliśmy w samej bieliźnie. Draco jeszcze szybko chwycił różdżkę i rzucił zaklęcie wyciszające. Znowu zaczęliśmy się całować, jego dłoń powędrowała do moich majtek, a moja do jego czarnych bokserek. Nasze oddechy stały się, jeszcze bardziej nierówne i płytkie. Nagle chłopak przerwał, położył się nade mną, spojrzał mi głęboko w oczy i spytał
-Chcesz tego?-kiwnęłam głową z delikatnym uśmiechem.
-Tak-odpowiedziałam.
-Jesteś pewna?
-Tak.-chłopak zdjął ze mnie resztki odzieży,po czym zdjął ją też z siebie. Nachylił się nad moim uchem
-Kocham cię Gwen.-szepnął, w jego głosie słyszałam szczerość i pożądanie.
-A ja ciebie-pocałowałam go w policzek.
-Mogę już?-spytał niepewny.
-mogę ci ufać?-zadałam pytanie retoryczne, kiwnął głową. Zlapał moje dłonie i powoli się wsnunął w moje wnętrze. Był delikatny, ale i tak poczułam bół. Wykrzywiłam się i zacisnęłam zęby. Draco przestał i patrzył na mnie współczująco.
-Wybacz-powiedział cicho. Po czym zaczął się powoli poruszać. Z każdym pchnięciem, ból który odczuwałam sawał się coraz mniejszy i zastępowała go przyjemność. Draco napiął się cały, zamkął oczy, zacisnął szczękę, zaczęły drgać mu ręcę. Nagle usłyszałam jego tłumiony jęk. Doszedł. Opadł ciężko koło mnie z zamkniętymi oczema, jego platynowe włosy były mokre od potu i skleiły się ze sobą w kosmyki, jego rozpalone ciało pulsowało ciepłem. Mogłabym tak na niego patrzeć w nieskończoność. Po jakimś czasie ocknął się, przytulił mnie
-I jak? Wszystko okey?-zapytał.
-Tak-odparłam z uśmiechem.
-To dobrze-objął mnie mocniej.
-Draco? Mogę ci zadać pytanie?
-Mhm...-gładził mnie po włosach.
-Nie jestem twoją pierwszą, prawda?-chłopak przestał mnie głaskać, spojrzał na mnie zmieszany.
-Nie-powiedział krótko.
-Tak myślałam.
-Wybacz... Jesteś za to pierwszą, którą kocham.
-A która była pierwsza?
-Lisa.
-Moja współlokatorka? Myslałam, że Pansy!
-Pansy?-zdziwił się Malfoy.-Gdybym kiedykolwiek się z nią przespał to by mi żyć nie dała! myślałaby, że to coś dla mnie znaczy-parsknął.
-Czyli to, nic dla ciebie nie znaczyło?-spytałam oburzona i załamana.
-Gwen, ty toco innego. Ja cię kocham. Wiedziałem o tym odkąd cię po raz pierwszy ujrzałem. Byłem w niebowzięty jak trafiłaś do Slytherinu.
-Kocham cię Draco, nie zostawiaj mnie więcej.
-Zaprosił cię, prawda?-bąknął. Dobrze wiedziałam o kogo chodzi, jednak wolałam udawać głupią.
-Kto?-spytałam.
-Ten krukon, z którym cię cały czas widzę, Marshall.-jego blada cera nabrała różowawego koloru na policzkach. Przeszedł mnie dreszcz.
-Tak...
-To dlaczego...-zaczął spokojnie-Do cholery jasnej, próbujesz mi wmówić, że on jest tylko przyjacielem?!-wstał z parapetu, dosłownie kipiał ze złości. Jego mocno zaciśnięte pięści drżały, a na jego szyi pojawiła się żywo pulsująca żyłka.
-Draco... ja...-spróbowałam go złapać za rękę i uspokoić, wyrwał mi się natychmiast.
-Co ty?!
-Nie zgodziłam się...-spojrzałam zawstydzona w podłogę.-Miałam nadzieję, że ty mnie zaprosisz...
-Gwen, ja nie wiedziałem.-uspokoił się nagle, delikatnie usiadł na parapecie trzymając moją dłoń. Niewiem czemu, po policzkach ściekły mi łzy, przecież nic się takiego nie stało. Chłopak widząc moją reakcję, o nic nie pytając przyciągnął mnie do siebie, objął mocno i nie puścił dopóki nie miał pewności, że jest już okey.
-Przepraszam.-wyszeptał, gładząc mnie po głowie. Oderwałam głowę od jego ramienia i czołem dotknęłam jego czoła. Oblizałam spierzchnięte usta, powoli zbliżyłam wargi do jego. Chciał coś powiedzieć, nie pozwoliłam mu na to. Za długo na niego czekałam, tak bardzo za nim tęskniłąm, za jego obecnością, ciepłem ciała, zapachem, glosem, który sprawiał, że drżę, za jego szarymi, zimnymi oczema, pod wpływem których niejedna dziewczyna mdlała, zamnęłam jego usta szczellnie swoimi, nie protestował. Całowaliśmy się tak dość długo, w pewnym momencie Malfoy powoli zaczął rozpinać moją bluzę, odwdzięczyłam mu się tym samym, najpierw zdjęłam jego szal, potem zaczęłam rozpinać jego koszulę. Słyszałam swój i jego nierówny oddech, jego ręce były wszędzie, pieściły moje ciało z taką delikatnością... Jego wargi składały na moim nagim karku i torsie (miałam stanik) małe pocałunki, rzucił mnie na łożko, po czym rzucił w kąt swoją koszulę. Moja dolna część garderoby, czyli legginsy szybko znikęły dotrzymać towarzystwa reszcie ubrań. Zajęłam się jego spodniami, szło mi to dość opornie, więc blondym mi pomógł. W ten oto sposób zostaliśmy w samej bieliźnie. Draco jeszcze szybko chwycił różdżkę i rzucił zaklęcie wyciszające. Znowu zaczęliśmy się całować, jego dłoń powędrowała do moich majtek, a moja do jego czarnych bokserek. Nasze oddechy stały się, jeszcze bardziej nierówne i płytkie. Nagle chłopak przerwał, położył się nade mną, spojrzał mi głęboko w oczy i spytał
-Chcesz tego?-kiwnęłam głową z delikatnym uśmiechem.
-Tak-odpowiedziałam.
-Jesteś pewna?
-Tak.-chłopak zdjął ze mnie resztki odzieży,po czym zdjął ją też z siebie. Nachylił się nad moim uchem
-Kocham cię Gwen.-szepnął, w jego głosie słyszałam szczerość i pożądanie.
-A ja ciebie-pocałowałam go w policzek.
-Mogę już?-spytał niepewny.
-mogę ci ufać?-zadałam pytanie retoryczne, kiwnął głową. Zlapał moje dłonie i powoli się wsnunął w moje wnętrze. Był delikatny, ale i tak poczułam bół. Wykrzywiłam się i zacisnęłam zęby. Draco przestał i patrzył na mnie współczująco.
-Wybacz-powiedział cicho. Po czym zaczął się powoli poruszać. Z każdym pchnięciem, ból który odczuwałam sawał się coraz mniejszy i zastępowała go przyjemność. Draco napiął się cały, zamkął oczy, zacisnął szczękę, zaczęły drgać mu ręcę. Nagle usłyszałam jego tłumiony jęk. Doszedł. Opadł ciężko koło mnie z zamkniętymi oczema, jego platynowe włosy były mokre od potu i skleiły się ze sobą w kosmyki, jego rozpalone ciało pulsowało ciepłem. Mogłabym tak na niego patrzeć w nieskończoność. Po jakimś czasie ocknął się, przytulił mnie
-I jak? Wszystko okey?-zapytał.
-Tak-odparłam z uśmiechem.
-To dobrze-objął mnie mocniej.
-Draco? Mogę ci zadać pytanie?
-Mhm...-gładził mnie po włosach.
-Nie jestem twoją pierwszą, prawda?-chłopak przestał mnie głaskać, spojrzał na mnie zmieszany.
-Nie-powiedział krótko.
-Tak myślałam.
-Wybacz... Jesteś za to pierwszą, którą kocham.
-A która była pierwsza?
-Lisa.
-Moja współlokatorka? Myslałam, że Pansy!
-Pansy?-zdziwił się Malfoy.-Gdybym kiedykolwiek się z nią przespał to by mi żyć nie dała! myślałaby, że to coś dla mnie znaczy-parsknął.
-Czyli to, nic dla ciebie nie znaczyło?-spytałam oburzona i załamana.
-Gwen, ty toco innego. Ja cię kocham. Wiedziałem o tym odkąd cię po raz pierwszy ujrzałem. Byłem w niebowzięty jak trafiłaś do Slytherinu.
-Kocham cię Draco, nie zostawiaj mnie więcej.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)